poniedziałek, 22 września 2014

X

Siedziałam lekko otępiała na fotelu i zastanawiałam się, co się tak właściwie wokół mnie dzieje. Przed chwilą odwiedziłam moją przyjaciółkę i jej koleżankę. Stan dziewczyn był stabilny. Co jakiś czas dochodziły mnie ich krótkie chrapnięcia. Miały szczęście. Mój organizm wymagał wczesnej pobudki, po wypiciu znacznej ilości alkoholu.
Poranek wydał mi się najgorszą z pór dnia, jaką mogłam wybrać. Popołudnie jest w porządku, wieczór jest w porządku, ale rano?! Rano dzień dopiero się zaczyna i człowiek myśli o tym wszystkim, co może go spotkać i co musi zrobić. Popołudniu nie ma na to czasu, a wieczorem zwykle jest się zmęczonym albo zamęczanym przez Weronikę Romanowską. Poranek, jednak przywołuje zdarzenia poprzedniego wieczoru. A moje wspomnienia nie były najlepsze. 
Poczułam ciarki na plecach w tym samym momencie, gdy w mojej głowie pojawił się obraz pieprzonego Mavela. Jego rozczochrane włosy, kosmyk opadający na czoło. Błysk w oku, gdy spoglądał na moje uda. Filuterny uśmiech, gdy jego wzrok rejestrował moje rumieńce, jakkolwiek dobrze skrywane. Jego ręce na moich biodrach, poruszające nimi delikatnie, ale stanowczo. Czułam ciepło w moim ciele na wspomnienie jego bliskości.. Pokręciłam głową. 
Zbyt gwałtownie.
Siedziałam przez chwilę z rozchylonymi ustami i, po chwili, stwierdziłam, że trzeba się jakoś otrząsnąć. Sięgnęłam po pilota, nacisnęłam czerwony przycisk i moim oczom ukazała się wystrojona modnie blondyna, która opowiadała o urokach peralgonii. Przeskoczyłam na następny kanał, na którym, w rytm bębnów, tańcowała kolejna blondyna. Ciekawe. Czy w telewizji są same blondynki? Kolejny kanał, następny, TVP Sport, TVN7... David Mavel.
Odłożyłam pilota i rozłożyłam się na łóżku. Naprawdę usilnie starałam się skupić nad problemem nastolatków w "Sądzie rodzinnym". Kiedyś oglądałam to nałogowo. Ale kiedyś w moim życiu nie było Davida Mavela. Wtedy też nie sypiałam z byczkami pokroju Gabriela Curtisa. W tamtych dawnych czasach - czyli miesiąc temu - byłam szarą, zakompleksioną myszką, która nie zrobiłaby nic szalonego. Teraz byłam inną Wilamowską. I taka Aimée bardzo mi się podobała. Choć nie tak bardzo, jak mój szef.
Powinnam była się wstydzić. Powinnam była liczyć na to, że pieprzony Mavel o niczym nie pamięta. Był tak wstawiony.. Nie może pamiętać..
Zakryłam twarz dłońmi. Trzeba było to omówić. Musiałam się zebrać na odwagę.
Zdaje się, że historia próbowała zatoczyć koło, ale nie było takiej możliwości. Nie, nie, nie. Dość się już sparzyłam. Koniec z Davidem Mavelem.
Przyłożyłam głowę do poduszki i, mając już wszystko postanowione, spokojnie zasnęłam.
Na całe trzy minuty. Doszło mnie pukanie do drzwi. Przetarłam oczy i zwlokłam się z łóżka. Zaczęłam szybko przeczesywać włosy i związałam je w niechlujny kok. Otworzyłam drzwi, zamrugałam dwa razy i ostentacyjnie zaniemówiłam na widok zagniewanej twarzy Gabriela. Spoglądał na mnie, a ja nie bardzo wiedziałam na co czekamy.
- Ooo.. - wyjąkałam w końcu.
- Cześć - wyminął mnie w drzwiach. - Musimy porozmawiać.
- Tak, tak, wejdź proszę - zmarszczyłam czoło urażona.
Zamknęłam drzwi i powróciłam do mojego gościa.
- Wiem już.
- Dobrze, bez spin.
- Wiem, słyszysz?!
- Nie krzycz. Chodź.
Próbowałam wziąć go za rękę, ale mi ją wyrwał. Poszedł przodem, a ja przewróciłam oczami. Było za wcześnie na znoszenie takich humorów.
- Gabriel..
Chwycił mnie mocno i przyparł do ściany, gdy tylko zamknęły się drzwi.
- Auć, chwila - popchnęłam go, ale ani drgnął.
- Wiem, Aimée.
- Co wiesz?!
Ilość "wiem" w tej rozmowie, przekroczyła już granice zdrowego rozsądku.
- Migdaliłaś się z jakimś elegantem. Wczoraj wieczorem.
Przez chwilę mnie zamurowało.
- I gdzie tu problem?
- Dotykał cię inny facet - akcentował każde słowo.
Nie mogłam się powstrzymać. Wybuchnęłam śmiechem prosto w jego twarz, czego w następnej sekundzie bardzo pożałowałam.
- Gabrielu, kpisz sobie.
- Co cię tak bawi? - przysunął się do mnie.
Poczułam jak mnie przytłacza. Poczułam potrzebę ucieczki. Ale Gabriel by mnie nie skrzywdził. Wiedziałam to. Zdrowy rozsądek, nie emocje. Spokój. Przeszłość odstawiamy na półkę.
- Próbuje mnie pouczać facet, który niedawno rżnął się z jakąś dziwką, za moimi plecami?
Odsunął się minimalnie i zmarszczył czoło.
- Daj już spokój, Curtis. Nie rób z siebie pajaca. Nie jestem twoją własnością. Nic ci nie obiecywałam. Jedna randka nie zobowiązuje mnie w żaden sposób. Nie było żadnych ślubów czystości. Chyba, że sobie czegoś nie przypominam?
- Myślałem..
- Nie myśl. Jestem prawie pewna, że w ciągu ostatnich 48 godzin przez twoje łóżko przewinęła się chociaż jedna laska.
- Ale ty..
- Co ja, Gabrielu?
- Nie możesz chcieć nikogo innego - zaczął mnie całować.
Odepchnęłam go i spojrzałam na niego z wyrzutem.
- Co ty robisz? - przyjrzałam mu się podejrzliwie.
Podniósł mnie i zaniósł do łóżka. Kiedy moje stopy oderwały się od ziemi, od razu przypomniało mi się nocne wchodzenie po schodach. Mięśnie Davida pod białą koszulą. Jego zapach. 
- Aimée?
Moim oczom znowu ukazał się pokój, z Gabrielem Curtisem na czele.
- Tak?
- Nigdy nie czułem potrzeby bliskości z inną dziewczyną, aż tak boleśnie.
- Czy to jest komplement?
Zastanowił się chwilę.
- Możliwe.
- Chcesz mi powiedzieć, że nigdy nie czułeś potrzeby wepchnięcia swojego kutasa do czyjejś waginy więcej niż raz?
- Nie chodzi tylko o seks.
- Lepiej by było dla ciebie i dla mnie, gdyby chodziło wyłącznie o seks. Nie mam czasu na romanse.
Pogłaskał mój policzek. Nie bardzo wierzyłam, że coś takiego mogło przecisnąć się przez moje usta. Nie mogłam jednak czuć niczego do Gabriela po wczorajszym wieczorze. Curtis nachylił się do mnie i zaczął muskać językiem moją szyję. Leżałam oparta na łokciach i czułam, jak ręka mojego kochanka spoczywa między moimi rozchylonymi udami. 
Myliłam się. Czułam coś do Gabriela. Coś więcej niż pociąg fizyczny. Poczułam to zatapiając się w jego ustach. Objęłam go mocno i prawie się w nim zatraciłam. Tę rozkoszną scenę przerwał nam jednak mój telefon, który rozdzwonił się na całe mieszkanie. Gabriel nie chciał mnie puścić.
- Proszę..
Niechętnie ze mnie zszedł.
- Halo? - poprawiłam sobie koszulkę.
- Cześć Aimée.
Serce zaczęło walić, jak oszalałe na dźwięk jego głosu.
- Eee.. - wyszłam do salonu, pozostawiając Gabriela na moim łóżku.
- Jak się czujesz?
- Hm.. dobrze, dobrze..
- A Twoje towarzyszki?
- Ciężko stwierdzić, jeszcze śpią.
- Wpadnę do ciebie dzisiaj.
- Kiedy? - przeraziłam się nie na żarty.
- W najbliższym czasie - w jego głosie dało sie wyczuć nutkę kpiny.
- W najbliższym czasie.. - spojrzałam przerażonymi oczami na mój pokój. - Davidzie..
- Pip.. pip.. pip..
- O nie, o nie, o nie! - zaczęłam tupać nogą.
Rozłączył się!
Moje zaskoczenie nie znało granic. Rzuciłam telefon na kanapę i włożyłam ręce we włosy.
- Kto dzwonił?
Podskoczyłam w miejscu słysząc głos Curtisa. Co miałam mu powiedzieć? Trzeba go było jak najszybciej stąd wyrzucić.
Oh, dlaczego on do mnie przyszedł? Czemu akurat dzisiaj?
Patrzyłam na Gabriela udręczonym wzrokiem, z którego nie mógł nic wyczytać. Na jego twarzy malowała się konsternacja, która zaczęła się przeradzać w... o nie.. w troskę? Tylko nie współczująca mina!
- Moi rodzice - odwróciłam się do niego plecami, żeby ukryć rumieńce świadczące o perfidnym kłamstwie. - Niedługo do mnie przyjadą. Nie może cię tu być Gabrielu.
- Rodziców się boisz? Zrobię dobre pierwsze wrażenie, obiecuję - objął mnie od tyłu i ucałował w policzek.
- Gabrielu, nie. Musisz iść. Błagam cię - moje proszące spojrzenie i strach w oczach chyba zaczęły go przekonywać.
Do tych ostatnich reakcji nie musiałam się zmuszać. Byłam prawdziwie przerażona tym, co miało mnie spotkać już niedługo. Nie mówiąc o tym, że w moim mieszkaniu nadal znajdował się Gabriel Curtis, który nie pogardziłby okazją, żeby pokazać mojemu szefowi, kto ma do mnie jakie prawa.
- Dobrze, już dobrze. Ale zadzwonisz do mnie? - pocałował mnie i zaczął iść do drzwi.
Ulga, którą poczułam, widząc dokąd zmierza, całkowicie odebrała mi rozum i oczywiście zapewniłam go, że zadzwonię. Otwierając drzwi przyciągnął mnie jeszcze do siebie i pocałował.
- W takim razie do później - wyszczerzył do mnie zęby i zaczął zbiegać po schodach.
Patrzyłam jeszcze przez chwilę na jego sylwetkę. Nie mogłam uwierzyć, że zainteresował się mną taki facet. I jeszcze mój szef.. Rozejrzałam się po mieszkaniu. Sterylnie oczywiście nie było.
- W dupie porządek, to tylko mój szef - przetarłam oczy i postanowiłam zajrzeć do pokoju mojej przyjaciółki.
Taktownie zapukałam do drzwi. Nie chciałam natknąć się na jakąś scenę, która sniłaby mi się po nocach. Pewnie snów nie zaliczyłoby się do kategorii koszmarów, ale miałam o czym snuć swoje nocne fantazje. Dodatkowe atrakcje nie były mi potrzebne.
Po pomruku, który doszedł mnie zza drzwi, odważyłam sie wejść do świata Weroniki. Dziewczyny leżały przytulone i o czymś cicho rozprawiały. Widząc ich twarze powoli zaczynałam im współczuć. Ich kac-gigant z pewnością je przygniótł.
- No siemanko - Weronika pomachała do mnie zza pleców Julii, która skinęła mi w tym czasie głową.
- Jak noc minęła? - uśmiechnęłam się do nich.
- Było trochę burzliwie - moja przyjaciółka poklepała się po brzuchu.
- Głodne?
- Zaaaawsze!
- Tosty?
- Kochanie, zamów nam pizzę!
- Na śniadanie? - zdziwiłam się.
- Kochanie? - zdziwiła się Julia.
Weronika od razu skupiła całą uwagę na swojej dziewczynie. Miała się z czego tłumaczyć. Uśmiechnęłam się do siebie wspominając te czasy, kiedy ja też byłam zazdrosna o byle co. Nie, żebym teraz z tego wyrosła, ale takie kłótnie potrafią być męczące. I cieszyłam się, że ograniczyłam ich ilość, w swoim życiu, do minimum.
Włączyłam laptopa i zaczęłam szukać numeru pizzerii. Jako, że nie mogłam się zwrócić do dziewczyn z pytaniem o to jaką pizzę chcą, postanowiłam złożyć nasze standardowe zamówienie: duża Capriciosa i duża Napoletana. Kiedy byłam w trakcie podawania adresu, doszło mnie pukanie do drzwi. Otworzyłam i wpuściłam do mieszkania najprzystojniejszego faceta, jakiego kiedykolwiek widziały moje oczy.
- Przepraszam, nie dosłyszałam numeru mieszkania.. halo? Halo? Halo?
- Tak.. już... Przepraszam bardzo.. o co pani pytała?
- O numer mieszkania - dziewczyna była już zirytowana.
- O tak.. 9 przez 15.
- Do 30 minut powinna się pani kogoś spodziewać z zamówieniem.
- Eee.. tak.. dziękuję bardzo.
Odłożyłam telefon i wpatrywałam się w mojego szefa, który wpatrywał się we mnie. Jego piękno było niezaprzeczalne. Czułam się przy nim taka drobna i lekka. Jego usta były jak zawsze zaciśnięte w prostą linię, ale w jego oczach nie było chłodu. Odruchowo poprawiłam sobie włosy. Dotykając mojego niechlujnego koka zdałam sobie sprawę, że pewnie wyglądam okropnie.
- Jak się czujesz?
- W porządku.
Podszedł do mnie bliżej i zaczął mi się uważniej przyglądać.
- A jak koleżanki?
- Dobrze..
Zaczęło mi brakować powietrza, gdy stał tak blisko mnie, prawie mnie dotykając.
A w pokoju Weroniki kłótnia rozgorzała na dobre. David uśmiechnął się pod nosem.
- Chyba jednak nienajlepiej - odwrócił się w stronę źródła krzyków.
- Powiedziała o jedno słowo za dużo.
- Kto?
- Moja była.. - spojrzał na mnie zaciekawiony, a ja ugryzłam się w język. - Moja przyjaciółka. Weronika.
W jego oczach dostrzegłam błysk. Zainteresowało go to? Naprawdę?
- Po co pan przyjechał?
Chyba nie uważał, że należy mi się odpowiedź. Wszedł do mojego pokoju, zostawiając mnie w salonie otępiałą.
Poszłam za nim. Stanęłam w wejściu, a mój szef zamknął za mną drzwi. Znowu był tak blisko mnie. Znowu ten miętowy oddech, znowu te zniewalające perfumy, znowu ta umięśniona klatka piersiowa unosząca się powoli, w górę i w dół, znowu to palące spojrzenie.. i nie wytrzymałam.
Całowałam go tak namiętnie jak nigdy w życiu nikogo. Chwilę później byłam tak przerażona tym co zrobiłam, że spuściłam oczy ze wstydu. David stał nieruchomy przede mną i oddychał ciężko. Nie poruszył się, nie dotknął mnie, nie objął. Stał tylko przyglądając mi się z takim samym wyrazem twarzy, co przed moim pocałunkiem. To jeszcze bardziej mnie zażenowało. Chciałam go odsunąć od siebie, ale nie mogłam go dotknąć. Próbowałam uciec, ale Mavel stał tak blisko mnie, że nie mogłam się ruszyć.
Dlaczego on w ogóle nie zareagował? Czemu nic nie zrobił?
Spojrzałam mu w oczy. Czułam jak cała twarz mi płonie ze wstydu.
- Przepraszam.. - wydukałam.
Byłam pewna, że to rozbudzi go z kamiennego snu.
- Nie ma za co.
A jednak nie spał. Usta znowu ułożyły się w cienką linię, a w oczach obok chłodu pojawiło się coś jeszcze.
- Powinienem już iść. Mam ważne spotkanie.
Poziom mojego skrępowania osiągnął już maksimum. Mavel próbował dotknąć mojego policzka, ale otworzyłam szybko drzwi i uciekłam. Ruszył za mną. Wydawało mi się, że próbuje jeszcze naprawić to co spieprzył, ale to już nie miało znaczenia.
- Posłuchaj..
- Wyjdź stąd - pierwszy raz podniosłam na niego głos.
Jego mina stała się groźna. Nie odzywając się słowem opuścił moje mieszkanie. Trzasnęłam za nim drzwiami i poczułam, że w oczach zbierają mi się łzy. Po huku, który wstrząsnął ścianami naszego mieszkania, z pokoju Weroniki wyjrzały dwie zaciekawione głowy.
- Coś się stało? - spytała moja przyjaciółka z troską w oczach.
- Zaraz przyjedzie pizza. Odbierzcie, dobrze?
Rzuciłam się na swoje łóżko i schowałam się pod kołdrę. Chciałam być sama. Wygłupiłam się i dodatkowo wrzasnęłam na własnego szefa. Jeżeli stracę przez to pracę.. jaką pracę? Przecież ja nie mogę wejść do tego budynku. Jak ja mu spojrzę w oczy? Jak spojrzę w oczy Adelajdzie? Tak się odpłaciłam Gracjanowi?
Postanowiłam sobie coś i jak zwykle zrobiłam inaczej. Jak mogłam w ogóle? Jakim prawem pocałowałam własnego szefa?
Pomyślmy. Jest szalenie przystojny i seksowny. Poprzedniego wieczora dotykał mnie, tańczył ze mną i sypał aluzjami, które można było odczytać tylko w jeden sposób. Zjawił się rano w mieszkaniu Weroniki i patrzył na mnie pożądliwie swoimi cholernymi oczami. Pachniał obłędnie, stał blisko, było napięcie i.. bach!
Nie, moja frustracja nie była spowodowana moim wygłupem. Najbardziej bolał fakt, że jego to nawet nie ruszyło. Moja duma i próżność nie pozwoliły mi przejść obok tego faktu obojętnie. Wyrzuciłam z domu faceta, który mnie pragnął, na rzecz takiego dupka? Straciłam całkiem apetyt, a moje morale znowu się obniżyły.
Po co on do mnie w ogóle przyszedł? Nikt go nie zapraszał. A teraz przez ten głupi incydent nie będę mogła pokazać się nikomu na oczy w pracy. Co mnie podkusiło? To nie mogło wypalić. Nie mogło, po prostu nie.
- Aimée?
Nie miałam ochoty wyglądać zza kołdry. Czułam się bezpiecznie w ciemności, którą wokół siebie utworzyłam. Postanowiłam udawać, że śpię.
- Wiem, że nie śpisz - Weronika usiadła na moim łóżku i dotknęła tego, co musiało jej się wydawać moją ręką, ale w rzeczywistości było moją łydką.
Przebiegła małpa. Trwałam jeszcze chwilę w bezruchu, ale wiedziałam, że moja przyjaciółka nie da się nabrać. Znała mnie zbyt dobrze.
Odkryłam się i spoglądałam na jej plecy. Odwróciła się do mnie i uśmiechnęła najpromienniej w świecie. Wyciągnęła w moją stronę talerz z kawałkami pizzy.
- Mniam - powiedziała, gdy nie wzięłam od niej jedzenia.
- Nie jestem głodna.
- Znowu się będziesz odchudzać?
- Po prostu nie mam apetytu.
- Proszę, nie żartuj - podsunęła mi znowu talerz pod nos, ale widząc moją minę, zrezygnowała z kolejnych prób wmuszenia we mnie smakowicie pachnącej bomby kalorycznej.
Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy.
- Co się tak właściwie stało?
Już miałam odpowiedzieć, że nic, ale kogo chciałam oszukać? Człowiek nie trzaska sobie drzwiami z rana tak bez powodu.
- Był tu mój szef.
- Próbował cię wyciągnąć do pracy w sobotę?
- Nie, nie.. w zasadzie nie wiem po co tutaj przyszedł.
- Nie powiedział ci?
- Nie - zmarszczyłam czoło, bo znowu zaczynałam się zastanawiać dlaczego właściwie Mavel zjawił się w mieszkaniu Weroniki.
- I dlatego trzasnęłaś drzwiami i teraz nie chcesz jeść?
- Wydawało mi się, że chce porozmawiać o naszym wczorajszym wygłupie, ale..
- Jakim wygłupie? - przerwała mi.
- Jak to jakim? - usiadłam na łóżku. - Tańczyliśmy razem, sypał aluzjami, obściskiwał się ze mną? To ten facet, który siedział wczoraj na ławce, gdy do mnie przyszłaś.
- Jakiej ławce?
Patrzyłam przez chwilę na Weronikę i wybuchnęłam śmiechem. Do głowy by mi nie przyszło, że mogła nie pamiętać co się działo.
- Naprawdę sobie nic nie przypominasz?
- W sumie to.. jedyne co pamiętam to, że tańczyłam z Julią i piłam ciągle drinki, jeden za drugim. Zniknęłaś mi gdzieś, ale nie przypominam sobie żadnej ławki. Nawet do końca nie wiem jak wróciłyśmy do domu.
- Cóż..
Opowiedziałam jej po krótce wydarzenia, trzymając się faktów, a nie moich wyobrażeń. Faktów, które przeczyły dzisiejszemu zachowaniu Davida.
- I przyszedł tutaj dzisiaj? - Weronika była podekscytowana. - Poczekaj moment.. - odwróciła się w stronę drzwi. - Julia! Chodź i przynieś pizzę! Musisz tego posłuchać - krzyknęła mi koło ucha.
- Uhh - rzuciłam się na poduszkę i zakopałam z powrotem pod kołdrę.
Julia zjawiła się w moim pokoju z dwoma pudełkami w jednej ręce i kawałkiem pizzy w drugiej. Z pełnymi ustami zaczęła coś burczeć, ale nie potrafiłam zrozumieć ani słowa.
- Przełknij kochanie - Weronika pogłaskała ją po twarzy.
Dały sobie namiętnego buziaka, a ja przypomniałam sobie, że przed chwilą dostałam kosza. Brutalnego. Nieoczekiwanego.
- Co się stało? - Julia czarowała moją przyjaciółkę filuternym uśmieszkiem.
- Nasza Aimée wyrwała wczoraj prawdziwego byczka.
Jęknęłam. Weronika powinna pisać książki. Nie znam równie dobrej bajkopisarki. Moja współlokatorka miała niewiarygodny talent do przekręcania faktów. Czyniła rzeczywistość piękniejszą, ale niestety tym razem nie mogła mi pomóc swoim optymistycznym przekłamaniem. David wyszedł wściekły z mojego mieszkania, odrzucił mnie..
- Ooo.. - Julia udała zainteresowaną.
Zmierzyła mnie jednym z okropniejszych spojrzeń, jakiego miałam okazję w życiu doświadczyć. Wiedziałam, że ma mi za złe poranne zachowanie Weroniki. Sama byłabym chyba wściekła. Nie dość, że jej dziewczyna mieszka ze swoją byłą, to jeszcze zwraca się do niej pieszczotliwie. Sama nigdy nie rozumiałam, jak można przyjaźnić się po zerwaniu, dopóki Weronika nie pokazała mi, że faktycznie jest to możliwe.
Jednak z zazdrością ciężko jest walczyć i doskonale wiedziałam, co przeżywa Julia.
- Chciałabym tylko zapewnić, zanim wkroczymy na jeszcze bardziej niemiłe tematy, - zerknęłam na Weronikę. - że nic nie łączy mnie z Twoją dziewczyną.
Dotknęłam ręki Julii i spojrzałam na nią w najbardziej przekonujący sposób.
- Tak, tak.. w porządku - dziewczyna cofnęła rękę.
- Chyba będziemy musiały jeszcze do tego wrócić - uśmiechnęłam się do niej. - Ale spokojnie, dowiodę ci, że mam szczere intencje. Chcę dla Weroniki jak najlepiej. To, co było między nami, to już przeszłość. 
Weronika przewróciła oczami. Przytuliła Julię i spojrzała na mnie wyczekująco.
- Opowiadaj o przystojniaku - wzięła do ust kawałek Capriciosy.
- Nie ma co opowiadać.. przyszedł niedawno i szybko wyszedł.
- Bo? - dopytywała moja przyjaciółka.
- Pocałowałam go.
Weronika prawie zakrztusiła się pizzą, a ja zakryłam twarz poduszką.
- Coooo?!
- Nie bardzo rozumiem - Julia patrzyła to na mnie, to na Weronikę. - W czym problem?
- To jej szef - głos Weroniki był tak spokojny i jednostajny, jakby mówiła o pogodzie za oknem.
- Właśnie, to mój szef! - wykrzyknęłam rzucając poduszką w nieokreśloną stronę.
- I jak na to zareagował? - Julia wydawała się lepiej rozumieć moje położenie.
- W ogóle nie zareagował - objęłam kolana ramionami.
- Jak to w ogóle? - na twarzy mojej przyjaciółki pojawiło się współczucie.
- Stał jak kołek. Jakby go to wcale nie ruszało. Nie odwzajemnił pocałunku, nie objął mnie. Stał z zaciętym wyrazem twarzy i nic więcej.
Dziewczyny zamilknęły. Miały wzrok utkwiony w pizzę. Chyba same nie wiedziały, co powiedzieć.
- Nie przejmuj się tym wszystkim - Julia poklepała mnie po ramieniu. - Często spotykacie się w pracy?
- Wchodząc do swojego gabinetu musi przejść przez mój. Jestem jego sekretarką..
Ta rozmowa nie wpłynęła na mnie kojąco. Schowałam twarz w dłoniach, bo właśnie uświadomiłam sobie swoje beznadziejne położenie.
- Ja tam nie pójdę.. Gracjan na pewno by się za mnie wstydził.
- No coś ty - Weronika naprawdę się oburzyła. - Dupek sam się do ciebie dobierał. Po cholerę tu przyłaził, jak nie po to, żeby się pobawić?
- To ją pocieszyłaś - Julia spojrzała na swoją partnerkę karcąco.
- No, ale przecież taka prawda. Z tymże on nie poniesie żadnych konsekwencji, to mój szef. Kogo wywalą jak wszystko wyjdzie na jaw? Przecież nie utalentowanego adwokata, tylko byle sekretarkę, która nie nadaje się do pracy.
- Nie przesadzaj. Na razie nikt o tym nie wie. Myślisz, że twój szef narażałby się na taki skandal? Skoro rzeczywiście liczy się w świecie adwokackim, będzie próbował to ukryć - Weronika na spokojnie analizowała całą sytuację.
- Co nie zmienia faktu, że może się mnie pozbyć w bardziej dyskretny sposób. Na przykład z powodu niewywiązywania się odpowiednio z obowiązków?
- Możesz go zawsze zastraszyć, że pójdziesz z tym do mediów. Uwierz mi, że jakiś TVN na pewno złapie temat. Oni szukają sensacji.
- A to akurat jest prawda. Nie popuściliby takiego tematu - Julia pokiwała do mnie przekonująco pizzą.
Na ten widok zaczęłam chichotać. Dziewczyny słysząc moje kwilenie, też wybuchnęły śmiechem.
- Pozostaje mi tylko przewalczyć poczucie zażenowania i wstydu - zaczęłam wchłaniać w siebie jedzenie.
Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo byłam głodna.
- Nie bój się. Musisz mu pokazać, że dla ciebie to też nic nie znaczyło. I tyle.
Łatwo powiedzieć. Dla mnie znaczyło wiele. Czułam coś do niego. Było coś między nami. To ja okazałam mu zainteresowanie, to ja obnażyłam swoje pragnienia. Nigdy więcej.
- Koniec smutków - oznajmiłam kończąc czwarty kawałek pizzy.
To było moje maksimum. Nie wcisnęłabym w siebie więcej.
Weronika puściła w odtwarzaczu "S&M (Come On)" Rihanny i wszystkie zaczęłyśmy tańczyć. Moje pląsy wydawały się tak nieudolne, gdy widziałam jak Julia wywija z moją przyjaciółką.
Czułam, że między dziewczynami rodzi się napięcie, które rozładować można tylko w jeden sposób. Wygoniłam je więc do pokoju Weroniki, puszczając do niej oczko. Zakopałam się w kołdrę i poszłam spać. Musiałam odpocząć po tym wszystkim. 
Długo odpocząć.

1 komentarz :

  1. Nie zgadzam się! Zgłaszam sprzeciw! Veto! Wartość logiczna tego opowiadania = 0
    Pieprzony przed nazwiskiem jest moje! MOJE! To należy do Jamesa pieprzonego Pottera i nikogo więcej!
    Poza tym rozdział ciekawy. Zaintrygował mnie Gabriel. Jestem ciekawa, jak to wszystko wygląda z jego strony. Za to reakcja Mavela mnie rozwaliła. Okej, nie spodziewał się pocałunku, ale… głupio się zachował. Weronika jest fajna i strasznie ją lubię, za to jej dziewczyna Julia okropnie mnie wnerwia. Nie wiem do końca czym, ale nie lubię jej.
    Dobra, a teraz przechodzimy do bardziej kontrowersyjnej sprawy, czyli Aimee. Rozumiem, że zaczęła panikować, bo miał przyjechać jej szef, jednak… Kurczę, nie pasowało mi to, że dziewczyna podczas jednego ranka miała w swoim mieszkaniu dwóch facetów. Jednego odepchnęła, lecz jeszcze chwila, a wylądowałaby z nim w łóżku. Natomiast na drugiego bezmyślnie się rzuciła, jak samica w rui. Bardzo przepraszam, ale dla mnie właśnie tak to wyglądało. A tak już odbiegając od tematu, jak mogła rzucić się na swojego szefa. Rozumiem, że dzień wcześnie zachowywał się inaczej, ale kiedy przyszło jej do głowy, żeby go pocałować. A potem wyrzucić ze swojego mieszkania! Ja na jej miejscu spaliłabym się ze wstydu, a potem nie miałabym odwagi, żeby podnieść na niego głos.
    To tyle z uwag. Mam nadzieję, że następny rozdział pojawi się wcześniej i wyjaśni kilka spraw. :)

    OdpowiedzUsuń