Następnego ranka chrupię sobie tosty na kanapie, tępo wpatrując się w telewizor. Odmóżdżanie się to ostatnio jedno z moich ulubionych zajęć. Weronika jeszcze nie wstała.
No cóż, po tak romantycznej nocy.
Spoglądam na swoje palce, później uda. W sumie sama nie wiem dlaczego to robię. Zaczynam się nad tym zastanawiać. Może po prostu próbuję przekonać samą siebie, że mogę być atrakcyjna i też się komuś podobać.
- Zachowuję się jak głupia nastolatka - mówię na głos jakby to miało spowodować, że słowa te staną się bardziej autentyczne.
Z drugiego pokoju dochodzą do mnie głośne chrapnięcia Weroniki. Matko.
Zastanawiam się nad tym ile czasu będę jeszcze mogła zostać w Warszawie. Wakacje nie udały mi się tak jak planowałam. Może warto było je w takim razie przedłużyć? Wiem, że gdybym tylko powiedziała Weronice, że chciałabym u niej trochę dłużej zakotwiczyć na pewno piałaby z zachwytu.
Z transu wyrywa mnie pukanie do drzwi. Ktoś musi być bardzo zdenerwowany, bo wali tak oszalale, że aż mnie to przeraża.
- Już idę, już! - krzyczę wciągając na siebie luźne spodenki.
Otwieram drzwi i moim oczom ukazuje się wysoki brunet w ciemnych okularach. Wydaje się zaskoczony moją obecnością i grymas wściekłości szybko znika z jego twarzy. Jedną ręką trzyma framugę drzwi, a drugą nadal gniewnie wbija palec wskazujący w moją stronę. Przedłużająca się cisza zaczyna mnie denerwować.
Chrząkam znacząco.
Odrywa ode mnie wzrok i staje w mniej atakującej mnie pozycji.
- Kim pani jest?
Patrzę na niego nieco zaskoczona.
- Chyba pan sobie żartuje. Puka pan do cudzych drzwi i jeszcze obcesowo pyta o coś takiego? To ja się pytam kim pan jest i czego pan tak wali?
Marszczy brwi. No mądralo, słucham.
- Nazywam się Marek - drapie się w tył głowy. - Spodziewałem się zastać kogoś innego..
- A kogo pan szuka?
- Weroniki.
Przez ułamek sekundy zastanawiam się co mu powiedzieć. Wiem, że to grubsza sprawa i nie mam ochoty na żadne poranne kłótnie ani wyciąganie na światło dzienne brudnych spraw mojej przyjaciółki.
- Niestety nie ma jej tutaj.
- Od dawna?
- Skoro pana nie poinformowała o niczym to znaczy, że niepotrzebna jest panu do życia ta informacja.
Jest ewidentnie skonsternowany. Pociera obie ręce i zagląda przez moje ramię do mieszkania co wywołuje we mnie prawdziwą agresję.
- Jeżeli to już wszystko to żegnam pana - trzaskam drzwiami i zamykam je na klucz.
Mam nadzieję, że nie pokusi go, żeby jeszcze raz zakłócać mój spokój. Nie mam siły zastanawiać się nad tym co tym razem nawywijała Weronika i gdy pojawia się w salonie nawet nie poruszam sprawy Marka mimo, że to właśnie on ją obudził. Patrzy na mnie zaspanymi oczami i pociera sobie ramiona.
- Tylko mnie nie oceniaj - uśmiecha się przepraszająco.
- Zreflektujesz się wieczorem. To musi być naprawdę dobry klub.
Przez chwilę kroi pomidora i udaje, że wszystko jest w porządku, ale w pewnym momencie słyszę jak rzuca nożem. A jednak nie wytrzymała.
- Marek to jakiś oszołom.
- Nie wątpię - przeskakuję z kanału na kanał w poszukiwaniu czegoś ciekawego.
- Spotykaliśmy się jakiś czas, przyznaję, że było nieźle, ale to nie jest dla mnie.. tak długo z jakimś facetem - gestykuluje rękami tak, że zaraz coś zrzuci ze stołu. - A on wyobraź sobie..
- Myślał, że to coś stałego - przerywam jej. - Zrobiłaś mu nadzieję i zwiałaś.
- No nie powiem, żebym robiła mu jakąkolwiek nadzieję - urażona odwraca się do pomidora i bezdusznie męczy go nożem.
- Ale on może to powiedzieć i w tym jest problem. Długo Cię nachodzi?
- Jakieś dwa tygodnie.
- Nie możesz poprosić jakiegoś swojego znajomego, żeby go ustawił do porządku?
Patrzy na mnie wymownie. Tutaj akurat ją rozumiem. Zwykła próżność. Której kobiecie nie podobałoby się, że ugania się za nią jakiś facet? Tylko, że natręctwo ma swoje granice i moje zostałyby przekroczone już po tygodniu. Może Weronika jest bardziej próżna niż przeciętna kobieta. A może ja nie znam się na tych sprawach. Zresztą, jeżeli chodzi o płeć brzydką to nie mam zamiaru za bardzo jej poznawać.
Weronika przywraca mnie na ziemię gwałtownym klepnięciem.
- Ej! - syczę.
- Znowu mnie nie słuchasz.
Siada koło mnie i zaczyna pochłaniać kanapkę.
- Mówiłam, że mogłabyś się trochę rozerwać.
- Już o tym rozmawiałyśmy - przewracam oczami ze zniecierpliwieniem.
Nie lubię kiedy drąży jakiś temat. Ale obie jesteśmy uparte i chcemy postawić na swoim. Poza tym zawsze jest szansa, że się ugnę. Dla niej robiłam to bardzo często. Chwyta mnie za rękę jak kiedyś i patrzy mi głęboko w oczy. Przyjaźń z byłą dziewczyną chyba nie do końca jest tym o co sama bym siebie podejrzewała. Udało jej się całkowicie zabić we mnie wszystkie uczucia ciągłymi zdradami i dlatego możemy się teraz bliżej kolegować. Zrozumiałam, że ona nie potrafi żyć inaczej. Sama zachowywałabym się podobnie, gdybym miała wystarczająco odwagi, ale strach całkowicie mnie zdominował.
- Naprawdę tego chcesz? Myślisz, że seks z przypadkową osobą poprawi moje samopoczucie? Mnie takie sposoby na rozluźnienie się nie kręcą..
Ups, kłamstwo. Zauważyła, że lekko się zaczerwieniłam.
- Nie kręcą cię czy kręcą, ale jesteś tchórzem, hm? - pyta mimo, że zna odpowiedź.
Milczę już zbyt długo. Trafiła w samo sedno i dobrze o tym wie. Uśmiecha się tryumfalnie i ściska moją dłoń.
- Obiecaj mi, że dzisiaj zaszalejemy. Błagam!
Znowu patrzę na swoje palce, uda. Widzi, że zaczyna mnie tracić.
- Nie słyszę odpowiedzi?
Odrzucam od siebie te wszystkie obrzydliwe myśli, które przed chwilą zamajaczyły w mojej głowie i zgadzam się mimo, że jestem daleka od euforii. Pomysł nie podoba mi się ani trochę, ale zawsze narzekam na monotonię, która jest nieodłączną częścią mojego życia i może czas to wreszcie przełamać. Z Weroniką będzie to dużo łatwiejsze. Całuje mnie w policzek i klepie w udo.
- Zatem czas na zakupy!
Z moich ust wyrywa się jęk.
- Dobrze, pójdę z Gracjanem - chociaż w tym wypadku ustępuje. - Ale co Ty będziesz robić?
- Zabiorę się z wami. Mam ochotę na Starbucksa i spacer. Dawno nie byłam nad Wisłą.
Uśmiecha się, bo wie jak dobrze robi mi spędzanie czasu w samotności nad wodą. Szum fal uspokaja mnie i rozluźnia. Odrobina relaksu z pewnością mi się przyda, trzeba naładować baterie na wieczór.
Kilkadziesiąt minut później Gracjan puka do naszych drzwi. Opary perfum zwalają mnie z nóg. Dopływ tlenu został gwałtownie ograniczony.
- Ahh, faktycznie tutaj jesteś! - przytula mnie najmocniej jak potrafi.
- Nasza Aimée zacznie dzisiaj nowe życie - Weronika wydziera się na cały głos informując o moich życiowych planach także schodzącą po schodach sąsiadkę.
Zmieszana wciągam Gracjana do mieszkania i zamykam za nim drzwi.
- Przysięgam, że pewnego dnia ją zabiję.
Nasz pedzio zaczyna się śmiać swoim cienkim głosem i ja też wybucham śmiechem.
Weronika wychodzi w końcu z pokoju w obcisłej sukience i obraca się kilka razy, żebyśmy mogli ją trochę popodziwiać. Nie przegapiłaby żadnej okazji, żeby kogoś wyrwać, a zakupy w galerii handlowej to najodpowiedniejszy moment, żeby przykuć uwagę innych mężczyzn. Gracjan zachwycony zaczął zachwalać gust naszej przyjaciółki (mimo, że ubranie czarnej sukienki i czarnych szpilek nie wymaga wielkiego wyczucia stylu). W końcu przestali sobie słodzić i mogliśmy spokojnie opuścić mieszkanie. Postanowiłam kupić gorącą czekoladę zamiast kawy i przemrozić sobie trochę tyłek na moście, wpatrując się w kaczki pływające po rzece.
Rozluźniłam się do tego stopnia, że o mały włos, a zasnęłabym oparta o barierkę. Dźwięki telefonu zaczęły gwałcić moje uszy przyzwyczajone już do błogiej ciszy.
- Gdzie jesteś?! - Weronika wychodziła z siebie. Próbowałam się odezwać, ale moja przyjaciółka nie czekała na odpowiedź. - Czy ty wiesz, która jest godzina?! Odchodzę od zmysłów! Czekam i czekam i czekam już chyba z piętnaście minut odkąd wróciłam! Jestem tak cholernie zła. Za ile będziesz?
- Bo ja wiem.. jakieś pół godziny, jeżeli będę miała szczęście - powstrzymuję się przed wybuchem śmiechu.
Rozwścieczona Weronika rozśmiesza mnie jak nic innego na świecie.
- Wysyłam po Ciebie Gracjana. Całe szczęście, że zdecydował się jeszcze chwilę ze mną posiedzieć, bo nie wiem o której byś tutaj była. Pół godziny! Znając jej szczęście trwałoby to minimum godzinę. Czym mnie Boże pokarałeś, że muszę ciągle opiekować się tą sierotą...
Nie wytrzymuję.
- Pewnie, śmiej się. Zginęłabyś beze mnie i taka jest prawda! - niemal widzę jej nadąsaną minę przed oczami.
- Oczywiście kicia. Niedługo się widzimy to wszystko mi wykrzyczysz. Pa.
Gracjan pojawia się kilka minut później i wsiadam w biegu do jego samochodu.
- Ojj Aimée. Ty ją wpędzisz do grobu.
- Już nie przesadzajmy - sprawdzam godzinę. - Dopiero 17ta. Ile można się przygotowywać do wyjścia?
- Pytasz, a wiesz. Zanim zrobi Ci perfekcyjny makijaż i w idealny sposób ułoży na Tobie ciuchy będzie już dwunasta w nocy.
- Wybierasz się z nami?
- Zastanawiam się. Jutro mam ważne spotkanie biznesowe.
- No tak, tak.
- Ale nie często u nas bywasz, więc jak jesteś muszę to wykorzystać, prawda?
- Aha, czyli o to chodzi. Wykorzystała cię. Jakie drzwi otworzy nam zatem twoja popularność?
- Drzwi FERRE.
- Nic mi to nie mówi.
- Gdybyś wyściubiła nochal z książek i nie uciekała na drugi koniec świata na pewno mówiłoby Ci wiele.
Na całe szczęście dojechaliśmy i nie musiałam tłumaczyć mu dlaczego uciekłam tak nagle z kraju. Weronika nie pozwoliła mi nawet dojść do słowa i od razu rozpoczęła egzorcyzmy. Grzecznie siedziałam w łazience i pozwalałam jej robić z moją twarzą wszystko co chciała. Doczepiła się też włosów mimo, że wydawało mi się, że bez lakieru dadzą sobie radę.
- Masz być oszałamiająca, a nie tylko fantastyczna - wytłumaczyła mi od razu.
Wspaniale..
Tortury przyniosły znakomity efekt, a Weronika postanowiła mnie przygotować na wieczór. Razem z Gracjanem wlali we mnie dwa piwa. Teraz byłam w pełni gotowa na podboje.
Weronika dała radę wyrobić się na 22ą. Gdy pojawiła się w salonie zaczęliśmy z Gracjanem klaskać. Była śliczna, po prostu śliczna. Ale żadnemu z nas nie brakowało uroku. Tak naprawdę otaczali mnie piękni ludzie. Może stąd pojawiały się moje kompleksy.
Weronika chyba wyczuła o czym myślę, bo chwyciła mnie pod rękę i pocałowała w policzek chcąc w ten sposób przegonić demony z mojej głowy.
FERRE znajdowało się dokładnie w centrum miasta co bardzo mnie zdziwiło. Okazało się, że często mijałam drzwi klubu nie mając pojęcia, że mieści się właśnie tutaj. Chyba tylko największe szychy wiedziały o jego istnieniu.
Weszliśmy do ogromnego budynku. W recepcji Gracjan uśmiechnął się znacząco do dziewczyny, której plakietka wskazywała imię Karolina, i po kilku sekundach zostaliśmy poprowadzeni długim korytarzem do windy. Wjechaliśmy na najwyższe piętro i przed nami otworzyły się szklane drzwi. Sami dystyngowani ludzie, do których ani trochę nie pasowałam.
Dzięki Weronika.
Poczułam się tak skrępowana jak jeszcze nigdy. Mogłam zapytać co to za klub. Kontrast był niesamowity, jeżeli porównywać do tego miejsca wczorajszą melanżownię.
- Jest wystarczająco kulturalnie? - Weronika nie ukrywa rozbawienia.
- Jak tylko wrócimy do domu to cię uduszę.
Karolina pozostawiła nas samych sobie życząc miłego wieczoru. Podeszliśmy do baru, żeby zamówić drinki i zajęliśmy miejsce przy oknie. Wypite wcześniej procenty pozwoliły mi się trochę rozluźnić, ale w połączeniu z Sex On The Beach uniosły mnie nad ziemię. Moja słaba głowa była w tym momencie wybawieniem, bo obecność tylu wytwornych i gburowatych ludzi zaczynała mnie dobijać. Weronika wypatrzyła już pierwszą ofiarę i nie wahając się ani trochę zostawiła mnie z Gracjanem, który i tak zajęty był przystojnym mężczyzną i teoretycznie sprawami biznesowymi.
Zapach seksu unosił się w powietrzu. Wiadomo było, że wszyscy bez wyjątku przyszli tutaj tylko w jednym, konkretnym celu. Przynajmniej średnia wieku bardziej mi odpowiadała. Nie było już żadnych głupkowatych podlotków. Mężczyźni swoim wyglądem odbiegali znacznie od wczorajszych jaskiniowców i z pewnością mieli coś ciekawego do powiedzenia. Uwodzili kobiety w seksowny sposób. Neandertali zostawiłyśmy wczoraj w COOL.
Rozglądałam się po sali w przypływie odwagi i pewności siebie, ale wszystko to uleciało ze mnie prawie natychmiast, gdy natrafiłam na spojrzenie bruneta w drugim końcu sali. Odwróciłam się gwałtownie wlepiając oczy w panoramę Warszawy i modliłam się, żeby do mnie nie podszedł. Moje życzenie szybko się spełniło, bo gdy odwróciłam się ponownie na jego kolanach siedziała już jakaś blondynka. Było mi trochę smutno mimo, że wiem, że między nami i tak do niczego by nie doszło, a jego obecność tylko by mnie denerwowała.
- Kochanie - czuję czyjąś rękę na plecach i od razu się najeżyłam.
Głos Gracjana przyjął zmysłową barwę i to dlatego nie rozpoznałam go.
- Zajmiesz się sobą?
- Oczywiście - uśmiecham się do niego.
Przez chwilę siedzę sama i szukam Weroniki, żeby zobaczyć jak sprawy się mają. Nie mogę jednak nigdzie jej dostrzec.
To zaradna dziewczynka. Da sobie radę.
Kolejne minuty dłużą się w nieskończoność. Modliłam się, żeby stamtąd wyjść i więcej nie wrócić. Wypiłam kolejne drinki. Chyba dwa, może trzy. Była dopiero dwunasta. Gracjan długo już nie wracał, Weronika pewnie bawiła się już w którymś z hotelowych pokoi. Miałam szansę jeszcze wrócić spokojnie do domu. Moja przyjaciółka zaopatrzyła mnie w klucz do swojego mieszkania, miałam pieniądze na taksówkę, więc nic nie stało mi na przeszkodzie. Gdy już przekonałam samą siebie, zabrałam ze stolika swoją torebkę, odwróciłam się jednak zbyt gwałtownie (pewnie przez buzujące we mnie promile) i majestatycznie wpadłam na mężczyznę niosącego drinki. Zawartość obu szklanek wylała się na moje piersi. Jęknęłam, gdy zobaczyłam jak ich kształt zarysował się na mojej sukience. Spojrzałam z furią na sprawcę wypadku. Nie wydawał się ani trochę przejęty tą sytuacją.
Nie zamierzałam wdawać się w żadne dyskusje. Chciałam stamtąd jak najszybciej wyjść i więcej nie wrócić. Odwróciłam się na pięcie i podążyłam szybkim krokiem w stronę windy. W tym samym momencie z windy wyłoniła się Weronika uwieszona na ramieniu jakiegoś podejrzanego typa. Zauważyła mnie i zaczęła chichotać. Stanęłam w miejscu zasłaniając piersi i robiąc zakłopotaną minę. W tym samym momencie przed moimi oczami ukazała się czyjaś ręka.
- Wszystko w porządku?
Spojrzałam na niego wściekła.
- Nic nie jest w porządku! - krzyknęłam odpychając go.
Uśmiechnął się pobłażliwie, co zdenerwowało mnie jeszcze bardziej.
- Przykro mi bardzo, ale sama na mnie pani wpadła - dyskretnie spogląda na moje piersi.
- Do widzenia.
- Chwileczkę - chwycił mnie i to mi się nie spodobało.
Spojrzałam mu w oczy licząc na to, że zrozumie jaki nietakt popełnił i czym prędzej się oddali. No i gówno. Wyszczerzył zęby w jeszcze szerszym uśmiechu.
- Coś się stało Gabrielu? - chuda jak szczapa blondynka wcisnęła się między mnie, a rzeczonego Gabriela.
- Nie, nic. Możesz sobie już iść.
Obie spojrzałyśmy na niego z niedowierzaniem.
- Słucham? - blondynka nie mogła się ocknąć.
- Możesz sobie iść - wbił w nią stalowe spojrzenie.
Dziewczyna zaczęła odstawiać scenę, nie mogąc pogodzić się z porażką, więc musiał odciągnąć ją na bok i wytłumaczyć wszystko po kolei. Skorzystałam z jego nieuwagi i powoli sunęłam w kierunku baru, za którym mogłam się schować, gdy nagle wyrosła przede mną Weronika uniemożliwiając mi tym samym ucieczkę. Spojrzałam na nią błagalnie.
- Obiecałaś.
Jakbym sama o tym nie pamiętała.
- To nie jest odpowiednia partia - usprawiedliwiałam się. - Nie chcę być traktowana, aż tak rzeczowo.
Żadne moje argumenty nie mogły jednak przekonać w tym momencie Weroniki Romanowskiej.
- Okej, poddaję się.
Odwracam się i w tym samym momencie natrafiam na Gabriela.
- Już bez koleżanki blondynki? - pytam próbując za wszelką cenę zniechęcić go do siebie za co dostaję kuksańca od Weroniki.
Moja przyjaciółka zwraca na siebie uwagę szatyna i choć przez chwilę pojawia się nadzieja, że to ona zostanie jego dzisiejszą ofiarą. Widać, że uroda Weroniki robi na nim wrażenie.
- Gabriel Curtis - przedstawia się i wyciąga dłoń w jej kierunku.
Mam ochotę krzyczeć ze szczęścia - URATOWANA!
Weronika odpowiada mu uprzejmościami i widać, że iskrzy między nimi. Postanawiam dać jej pole do popisu. Ostrożnie się wycofuję, ale jego ręka znowu mnie powstrzymuje. Przysięgam, że jeżeli zrobi to jeszcze raz, nie będę już dla niego taka miła.
- A pani?
- Słucham?
- Zechce się pani przedstawić?
Nie, dupku.
- Aimée.
Uśmiecha się do mnie szeroko.
- Może drinka?
Zwraca się wyłącznie do mnie, kompletnie ignorując Weronikę, co zdarza nam się po raz pierwszy odkąd się znamy. Jestem tak zszokowana, że nie mam pojęcia jak zaregaować i daję mu się zaciągnąć do baru.
- Pozwolisz, że sam wybiorę. Mam niezły gust.
Znowu ktoś przeszedł ze mną, tak sobie, na "ty". Co za miasto.
- Wolałabym, aż tak się nie spoufalać - odzyskuję grunt pod nogami.
- Daj spokój. Przed pójściem do łóżka ludzie powinni się do siebie zbliżyć, także psychicznie i emocjonalnie.
- Tacy ludzie z pewnością, ale my nimi nie jesteśmy i wątpię byśmy kiedykolwiek mieli okazję nimi być.
Nachyla się w moją stronę i w tym momencie wyczuwam tą czarodziejską woń, która pobudza mnie do działania. Nic nie ma nade mną większej mocy od zapachu ludzkiego ciała, a jego perfumy zbyt intensywnie oddziałowują na mój zmysł węchu. Patrzę na niego nieco odurzona, już teraz, nie tylko alkoholem. Widzi moje zamglone oczy i już jestem stracona.
- Daj mi tylko tę jedną noc - szepcze mi do ucha.
Próbuję się opamiętać, ale jego zapach i głos mieszają mi kompletnie w głowie. Stoi za mną opierając jedną rękę o bar, a drugą trzyma na moim krześle.
Patrzę na niego i staję się bezbronna. Ale tylko na ułamek sekundy.
- Nie, dziękuję bardzo. Na mnie już czas.
- Może innym razem.
Staję osłupiała i zastanawiam się czy coś przeoczyłam.
- Nie będzie następnego razu - mówię powoli, żeby wszystko dobrze zapadło mu w pamięć.
Patrzy na mnie tajmniczo i przeraża mnie fakt, że wie coś o czym ja nie mam najmniejszego pojęcia.
- Do zobaczenia Aimée.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz