sobota, 3 maja 2014

III

Weronika nie odzywała się już do mnie pół dnia i zaczynała mnie tym drażnić, bo od godziny szukałam w jej mieszkaniu żelazka. W końcu wyszłam ostatniego dnia bez słowa i zmarnowałam szansę na niezobowiązujący seks. Za dwa dni miałam wrócić do domu. O to pewnie też była zła. Gdyby to zależało ode mnie chętnie przeniosłabym się na tamtejszy uniwersytet i zaczęłabym studiować w Warszawie, ale to nie jest takie proste. Ona zdawała się tego nie rozumieć.
- Przyzwyczaiłam się już do twojej obecności, a ty tak po prostu mnie zostawiasz. Do końca wakacji zostało jeszcze mnóstwo czasu. Czemu nie możesz zostać dłużej?
Nie minęła nawet połowa moich wakacji i faktem jest, że mogłabym jeszcze trochę u niej pobyć. Ale nie mogłam ciągle uciekać przed przeszłością, musiałam wziąć sprawy we własne ręce i uporać się z tym co się stało miesiąc temu. Co działo się przez całe moje życie.
- Muszę wrócić do domu.
Moja odpowiedź była krótka i nielogiczna, dla Weroniki w ogóle niezrozumiała. Patrzyłam na nią smutnym wzrokiem. Domyślała się, że coś się stało, ale taktownie nie zapytała. Nie byłabym w stanie jej tego opowiedzieć.
- Przeprowadź się do mnie - poprosiła kolejny raz.
- A co ze studiami?
- Załatwię coś, w razie czego poproszę Gracjana. Machnie ręką gdzie trzeba i cię tu przepiszą.
Wiem, że to mogłoby być dziecinnie proste, ale w tamtym momencie nie byłam pewna co miałam dalej ze sobą robić. Weronika nie miała na mnie dobrego wpływu. Z drugiej strony powrót do domu także nie mógł mi służyć.
Chciałabym zacząć wszystko od nowa, napisać swoją historię inaczej.
Musiałam wyjść z salonu, w którym stała i błagała mnie niemalże na klęczkach. Stałam chwilę przy oknie podziwiając miasto skąpane w strugach deszczu, gdy nagle dobiegł mnie dźwięk mojego telefonu. To Łapa.
Zdziwiona odebrałam dopiero po kilku sygnałach.
- Słucham? - byłam pełna niepokoju. Jego telefon nie wróżył nic dobrego.
- Hej mała.
Wyczułam nutę przygnębienia.
- Co się stało?
- Posłuchaj.. oni już wiedzą.
Po obu stronach zapadła martwa cisza. Nie wiedziałam jak pozbierać myśli. Jedyne pytanie, które krążyło mi po głowie to "Skąd, skąd, skąd?!". Usiadłam na łóżku.
- Mała?
Nie mogę się pozbierać. Zakrywam twarz dłonią, później zatykam sobie nią usta i spoglądam przez okno. Zamiast zastanawiać się kto im to powiedział, myślę czy mam jeszcze do czego wracać.
- Jestem, jestem - oddycham głęboko.
- Naprawdę nie wiem jak się dowiedzieli. Usłyszałem jak się kłócą.. - czeka chwilę po czym mówi dokładnie to czego tak się bałam usłyszeć. - Myślę, że nie powinnaś.. tutaj nie czeka cię nic dobrego.
- Wybierasz się do Warszawy?
Wyczuwam jego konsternację, zaskoczyłam go nagłą zmianą tematu. Po kilku sekundach orientuje się jednak o co mi chodzi.
- Nie planowałem, ale chętnie cię odwiedzę. Zabrać wszystko?
Zaciskam rękę w pięść i uderzam w powietrze.
- Wszystko.
- Damy radę Aimée.
Wzdrygam się, gdy słyszę jak wymawia moje imię. Nigdy tego nie robi. Nigdy. To oznaczało, że musiało być naprawdę źle.
- Pamiętaj, że możesz na mnie liczyć.
- Wiem. Dziękuję ci za pomoc. Kiedy będziesz?
- Bitwa z twoimi rodzicami chyba nie zajmie mi zbyt dużo czasu. Myślę, że spokojnie gdzieś za dwa dni, jak już ureguluję sprawy tutaj na miejscu.
- Świetnie.
- Trzymaj się mała.
Rozłączył się. Opadłam na łóżko i nie byłam w stanie myśleć o niczym. Łzy napłynęły mi do oczu.
Nie, nie będziesz płakać. Nie będziesz znowu płakać. Dość już przez nich płakałaś.
Moje spojrzenie powędrowało w stronę drzwi do mojego tymczasowego pokoju, z których ciekawskimi oczami spoglądała na mnie Weronika.
- Czyli zostaniesz? - próbuje obrócić sytuację w żart, ale mnie nie jest do śmiechu.
- Jeżeli mogę. Potrzebowałabym lokum przynajmniej na jakiś czas.
- Zostaniesz tutaj ile będziesz potrzebować, a nawet dłużej - puszcza do mnie oczko. - Czuję, że trzeba cię odstresować.
Znika na chwilę i po chwili wraca z telefonem w jednej ręce i jakąś wizytówkę w drugiej. Nawet ja z takiej odległości słyszę sygnały rozlegające się w jej komórce. Uśmiecha się do mnie zalotnie, gdy po drugiej stronie słuchawki odzywa się niski, męski głos. Opieram się zaciekawiona na łokciach, ale ona równie szybko znika za drzwiami. Zastanawiam się czy na pewno chcę słyszeć jak umawia mnie na bzykanko z nieznajomym. Staram się wzbudzić w sobie wstręt, ale pierwszy raz w życiu jestem tak daleka od tego. Obojętność, która się we mnie pojawiła odkąd moi rodzice się mnie wyrzekli, przeraża mnie jeszcze bardziej niż fakt, że za kilka godzin będę pieprzona przez.. z pewnością atrakcyjnego mężczyznę. Weronika nie puściłaby mnie w tango z żadnym niepewnym i odstręczającym facetem. Przez chwilę nawet czuję rozpływające się po moim ciele ciepło. Moja twarz z pewnością przyjmuje minę z serii "czuję się panią świata, będziesz mój, jeżeli będę miała na to ochotę". Tak. To jest to czego teraz chcę. Pragnę z całych sił zakończyć swoje dotychczasowe życie grzecznej dziewczynki z dobrego domu w sposób jak najbardziej spektakularny.
Weronika obejmuje mnie w pasie.
- Gotowa? - szepcze mi do ucha, a ja ściskam jej rękę.
- Jak nigdy - wesołe promyczki pojawiają się w moich oczach.
Wszystkie problemy odchodzą na bok. Ważna jest ta chwila i moje aktualne podniecenie wzorowej uczennicy na myśl o nieznanym.
- Przyjedzie po ciebie o siódmej.
- Powiesz mi chociaż kim jest?
- Nie ma mowy, to niespodzianka. Ale zapewniam cię, że będziesz mi jeszcze dziękować. A jutro opowiesz mi co się stało, tak?
Cała Weronika. Najpierw porządne znieczulenie, a później staramy się rozwiązać przykre sprawy. A raczej odkładamy podejmowanie decyzji do momentu krytycznego, gdy już nie ma odwrotu.
- Tak? - ponagla mnie.
- Oczywiście.
- Zanim przyjdzie twój książę z bajki, może jakiś mały seans?
- Jest na czym oko zawiesić? - staram się ukryć podekscytowanie.
Zaczyna się śmiać i nie rozumiem skąd ta reakcja.
- Dużo mnie będzie to kosztować? - robię wielkie oczy.
- Nie - krzywi się. - Nie umówiłabym cię z męską dziwką.
- To twój znajomy?
- Można tak powiedzieć.
- Można?
- Zapewniam cię, że będziesz zadowolona - wzdycha. - A teraz film!
Łatwo jej powiedzieć. Nie umiem usiedzieć spokojnie na kanapie, a silna Scarlett O'Hara w objęciach Rhetta Butlera kompletnie mnie nie interesuje mimo, że wcześniej ciśnienie podskakiwało mi za każdym razem, gdy znajdowali się w swoim pobliżu na ekranie. Myśli odlatują daleko w kierunku mężczyzny, który już za dwie godziny zjawi się pod drzwiami, żeby porwać mnie na całą noc i przelecieć w swoim mieszkaniu. Znowu zastanawiam się czy przypadkiem nie powinnam mieć wątpliwości. Przecież ja taka nie jestem. Ja nie robię takich rzeczy. A może nie dałam sobie jeszcze szansy? Film dłuży się w nieskończoność, a ja już nie wiem co ma ze sobą zrobić. Podekscytowanie sięga zenitu, powstrzymuję się, żeby nie wybuchnąć i nie zasypać Weroniki pytaniami odnośnie nieznajomego. Nawet nie zdradziła mi jego imienia. Specjalnie podsyca we mnie ten ogień. Bawi ją moje zagubienie, zwłaszcza, że to mój pierwszy raz. Nie jestem zwolenniczką randek w ciemno ani bycia zabawką na jedną noc.
Oj, poprawka. Dawna Aimée nie była zwolenniczką.
Uśmiecham się do siebie i wyciągam na kanapie uradowana, że udało mi się dotrwać do końca filmu nie zdradzając przed Weroniką co kryje się w mojej głowie.
- Czas się ubierać mała.
Idę powoli do łazienki i zamykam się tam na całą godzinę.
Kiedy znowu wyglądam zza drzwi łazienki jestem prawie gotowa do wyjścia. Staję przed Weroniką w samej bieliźnie błaźniąc się przed nią. Moja przyjaciółka turla się na kanapie ze śmiechu. Kiedy przechodzę do kolejnej pozy dochodzi nas pukanie do drzwi. Przerażona staję w miejscu. Źrenice powiększają się co czyni moje oczy jeszcze większymi i ciemniejszymi niż zwykle. Spoglądam na zegarek wiszący na ścianie i odkrywam, że za minutę wybije siódma.
- Leć ubrać sukienkę, leży na twoim łóżku - Weronika klepie mnie po ramieniu. - Ja mu otworzę.
Jestem jej wdzięczna, że nie muszę teraz biegać i wybierać odpowiedniej sukienki. Wbijam się w nią szybko, zaciągam suwak i wkładam na nogi niezbyt wysokie szpilki, które okazują się być naprawdę wygodne. Wchodzę do salonu i.. jeżeli mówiłam, że jestem jej wdzięczna to właśnie to cofam.
Przyglądam się siedzącemu na kanapie znajomemu brunetowi, który czaruje moją byłą dziewczynę. Woń moich perfum musiała dojść już do bawiących się dobrze gołąbków, bo mężczyzna odwraca w moją stronę głowę. Na mój widok podnosi się elegancko i skina głową.
- Dobry wieczór Aimée - podchodzi do mnie i podnosi moją rękę do ust.
Patrzę na niego z niechęcią i przenosząc wzrok na Weronikę przeszywam ją moimi, prawie czarnymi w tej chwili, oczami. Nie rusza ją kompletnie to, że jestem w stanie najwyższego podenerwowania. Mruga do mnie uśmiechając się słodko, a ja mam ochotę podejść i ją udusić. Który to już raz podczas tego wyjazdu?
- Witaj Gabrielu - staram się, aby mój głos przyjął jak najbardziej chłodną barwę.
Spoglądam mu teraz prosto w oczy. Czuję dziwne ukłucie gdzieś w okolicy brzucha i mój oddech staje się urywany. Nie podejrzewałabym siebie o taką reakcję. Zwłaszcza po wczoraj.
- Jesteś gotowa?
- Pewnie - rzucam przez zaciśnięte zęby.
- W takim razie zapraszam - puszcza mnie przodem otwierając drzwi.
- Bawcie się dobrze - macha nam na progu Weronika.
Pokazuję jej język co wyraźnie bawi Gabriela. Tuż przed drzwiami wyjściowymi z kamienicy czuję jego palce na moich plecach co powoduje, że staję sztywno w miejscu.
- Spokojnie. Masz niedopiętą sukienkę.
Przeklinam samą siebie, że nie zebrałam się do ubierania chwilę wcześniej. Uniknęlibyśmy tej sytuacji.
- Dziękuję - mówię niemrawo i wychodzę na ulicę. - To dokąd mnie pan zabiera?
- Przeszliśmy znowu w oficjalny ton? - podnosi jeden kącik ust.
- A kiedykolwiek łączyły nas jakieś inne relacje?
- Niech pani wybaczy - skłania się nisko i patrzy na mnie z dołu łobuzersko.
Nie wiem dlaczego, ale bawi mnie to. Podaje mi ramię, na którym chętnie się opieram, bo szpilki mimo wszystko zaczynają mi ciążyć. Rzadko noszę takie buty, ale dzisiaj muszę być wymuskana pod każdym względem.
- Bardzo pani do twarzy w jaśniejszych kolorach.
Znowu dziękuję, odrobinę zmieszana, i szukam czegoś na czym mogłabym zawiesić oko nie narażając się na jego natarczywe spojrzenie. Los chyba nie chce mi jednak dopomóc, bo ulice wydają się być prawie wyludnione. Gabrielowi wreszcie udaje się podchwycić moje spojrzenie, a na jego twarzy maluje się zachwyt tym, że udało mu się wreszcie mnie zawstydzić. Czuję się jakby włamywał się w moje wnętrze i łamał mój opór.
Patrzę na niego w lekkim napięciu oczekując, że coś powie.
- Ma pani ochotę na coś do jedzenia czy wybierzemy się do miejsca gdzie można trochę poszaleć?
Czuję, że chce mi się bardzo pić i mimowolnie oblizuję górną wargę.
Błagam o coś z procentami.
- Może jednak poszaleć.
Dochodzimy do postoju taksówek i wsiadamy do jednej z nich. Gabriel podaje adres i jest to jedyny moment podczas naszej wspólnej jazdy, kiedy odwraca ode mnie wzrok. Czuję od niego przede wszystkim mnóstwo pieniędzy co nieprawdopodobnie mnie onieśmiela. Nie czuję się dobrze przy ludziach, którzy zasmakowali luksusu ani sama nie czuję się dobrze w luksusowych miejscach. Staję się jeszcze bardziej sztywna niż wcześniej co nie umyka uwadze siedzącemu obok mnie mężczyźnie. Zwłaszcza, że wpatruje się we mnie paląco. Kładzie rękę na oparciu za moją głową. Chyba stwierdził, że to pozwoli mi się rozluźnić, ale niestety się pomylił. Siedzę jakby mi ktoś wsadził w tyłek kij i nie jestem w stanie wydusić z siebie słowa. Zaciskam palce na kolanach.
- Czemu jesteś taka spięta? - szepcze mi do ucha.
Nie wiedziałam, że jest w stanie wydobyć z siebie tak niską barwę głosu. Nie zwracam nawet uwagi na fakt, że znowu mówi do mnie na "ty". Odwracam się w jego stronę i czuję jak bardzo ten facet chce włożyć fiuta między moje nogi. Przez lekko otwarte usta dociera do mnie woń mięty.
- Wydaje się panu - znowu zwiększam między nami dystans.
Przynajmniej ten emocjonalny, bo fizycznego nie dałabym rady żadną siłą woli. Gdy już prawie ośmielam się wykonać w jego stronę jakiś ruch, stajemy przed klubem. Jestem trochę rozczarowana. Powoli gramolę się do wyjścia kiedy płaci taksówkarzowi, ale chwyta mnie za łokieć i przytrzymuję. Patrzę na niego nie rozumiejąc o co mu chodzi.
- Pozwól mi potraktować cię po dżentelmeńsku. Poczekaj.
Siedzę lekko wybita z równowagi. Otwiera drzwi i wyciąga w moją stronę rękę. Wychodzę z samochodu jak prawdziwa dama. No prawie, bo lekko się chwieję. Przytrzymuje mnie obejmując mnie w talii.
Ulegasz mu. Ulegasz, idiotko.
Uśmiecham się do niego i znowu chwytam go za ramię. Podaje rękę ochroniarzowi i wprowadza mnie do klubu. Hm, luksus. A to mnie zaskoczył.
- Podoba ci się?
- Jest.. wykwintnie.
Zanosi się śmiechem. Sama dziwię się sobie, ale naprawdę podoba mi się ten śmiech. Przez chwilę nawet dyskomfort związany z tym miejscem znika. Do czasu, aż siadamy na miękkiej kanapie na piętrze i moim oczom ukazuje się cała panorama klubu. Zatyka mnie z wrażenia. Oprócz tego, że splendor aż mnie oślepia, poczucie onieśmielenia potęgują wijące się w każdym miejscu pary.
To tutaj bogaci faceci sprowadzają swoje dziwki?
Opieram się o barierkę z wyrazem obrzydzenia na twarzy. Czuję rękę Gabriela na moim ramieniu.
- Może jednak pani ze mną usiądzie? - uśmiecha się szeroko.
Ale mnie już nie jest do śmiechu. Siadam sztywno.
Czego się spodziewałaś? Przecież jesteś tylko na jedną noc.
Siada koło mnie i obejmuje mnie tak jak w taksówce. Chce coś powiedzieć, ale w tym samym momencie podchodzi do nas kuso ubrana kelnerka. Nachyla się do Gabriela i szepczą coś sobie na ucho. Wodzi za nią wzrokiem kiedy odchodzi, a ja w tym samym momencie zdejmuję jego rękę ze swojego ramienia. Nagle wstaję. Zaskakuję zarówno siebie jak i jego. W jego oczach widzę nutkę przerażenia. Ciągnie mnie z powrotem na kanapę.
- Gdzie idziesz?
- Muszę na chwilę do toalety.
Kiwa głową i puszcza moją rękę. Chwytam torebkę i trochę zbyt szybko zbiegam po schodach, ale czuję gdzieś w środku, że nie wytrzymam i puszczę pawia na środku klubu.
Nareszcie jakieś ludzkie odruchy Aimée.
Napawa mnie obrzydzeniem fakt, że stałam się w kilka minut dziwką Curtisa. Patrzę na siebie w lustrze. Muszę się opanować, bo naprawdę zwymiotuję. Moczę ręce w umywalce i oklepuję sobie delikatnie policzki. Dobrze, że nie nakładałam na siebie tapety, bo randka okazałaby się nie wypałem już na samym początku. Trzeba się ogarnąć i brnąć w to dalej.
Wchodzę już prawie na górę, gdy widzę jak Gabriel zabawia się z obsługującą nas kelnerką. Ale ja nie jestem nawet wściekła. Czego można się w końcu spodziewać po kimś takim?
Oczywiście potykam się pokonując ostatni schodek, ale przed upadkiem ochraniają mnie czyjeś ręce. Odwracam się i rozpoznaję tę twarz. Przez chwilę oboje stoimy.
- Witam znowu.
Jęczę coś niezrozumiałego.
- Nie poznajesz mnie?
Pociąga mnie do światła. Coś mi miga.
- Ciepła kawa?
Uśmiecham się.
- No tak.
- David - wyciąga do mnie rękę.
- Aimée - potrząsam nią. - Widzę, że znalazłeś kogoś kto pokazał ci uroki miasta?
- Owszem - zapada chwila ciszy. - Masz ochotę na drinka?
Ooooooojejku!
Chrząkam.
- Nie, nie jestem tu sama.
Uśmiecha się do mnie jakby wygrał jakąś rozgrywkę.
- A mnie nie chciałaś uchylić odrobiny polskiej specyfiki.
Wlepia we mnie gały, a mnie się to wydaje całkiem znośne. Nawet przyjemne. David nagle odwraca wzrok, a z jego oczu znikają wesołe ogniki. Patrzę w tym samym kierunku co on i jestem naprawdę zaskoczona. Gabriel Curtis ruszył swoje dupsko wyczuwając niebezpieczeństwo.
- Prosiłbym uprzejmie, żeby pan nie niepokoił tej pani.
- Ależ nie niepokoi - rzucam, ale nikt mnie już nie słucha.
Obserwuję prawdziwą walkę na spojrzenia dwóch całkiem przystojnych mężczyzn. Walkę o mnie. Chociaż jedna wygrana tego wieczoru.
- Gdyby cię już znudziło towarzystwo tego dupka - mówi mi do ucha i podaje mi swoją wizytówkę - to zadzwoń do mnie - uśmiecha się do mnie, a później przenosi lodowaty wzrok na Gabriela. - Życzę miłego wieczoru.
Gabriel władczo kładzie mi rękę na biodrze i skina na niego głową. Chowam wizytówkę do torebki i idziemy usiąść.
- Żadnych innych mężczyzn więcej tego wieczoru - kładzie mi rękę na udzie i znowu obejmuje ręką.
- Żadnych innych kobiet więcej tego wieczoru - patrzę na idącą w naszym kierunku kelnerkę.
Podaje nam dwa drinki, a ja od razu wypijam swój. Gabriel zamawia kolejne dwa i uśmiecha się do mnie. Chwyta moją brodę i przejeżdża po niej kciukiem. Patrzę mu w oczy beznamiętnie do czasu, aż zaczyna mnie całować. Na początku stawiam opór, ale to nie ma sensu. Chcę odpłynąć. Dotykam jego policzka i przysuwam się bliżej.
- Żadnych kobiet - uśmiecha się znowu. - Zatańczymy?
Niechętnie przystaję na jego propozycję. To jeszcze zbyt mała ilość alkoholu, żeby pląsać po parkiecie. Mimo wszystko bardzo dobrze mi się z nim tańczy. Trzyma mnie i czuję się pewniej w tych zasranych butach.
- Kiepsko tańczę.
- Nie jest źle.
Obejmuję go mocniej. Pragnę jego bliskości. Chcę, żeby wypełniła pustkę, która dzisiaj powstała we mnie. Żeby przegonił z mojej głowy frustrację, smutek i beznadzieję, uczucie bezużyteczności. Zjeżdża ręką na mój tyłek i jeździ po nim palcami.
- Jesteś piękna.
- Chyba nie tak piękna jak kelnerka - syczę mu do ucha.
Odwraca mnie tyłem do siebie i nasz taniec przechodzi w bardziej erotyczny. Ocieram się o jego krocze, zniżamy się i znowu prostujemy. Kładzie mi rękę na brzuchu i czuję jak się powstrzymuje, żeby nie dotknąć moich piersi, o których z pewnością wiele myślał po moim wczorajszym wypadku.
Czuję się obserwowana i okazuje się, że moja intuicja mnie nie zawodzi, gdy podchwycam wzrok Davida stojącego na drugim końcu sali z pijaną brunetką, która całuje jego szyję. Zamierzam się z nim trochę podroczyć. Odwracam się w stronę Gabriela i zaczynam się z nim ostentacyjnie lizać co ewidentnie mu się podoba, bo ściska mnie tak jak jeszcze nigdy podczas tego wieczoru. Kiedy robi obrót znowu patrzę na Davida i jeszcze bardziej staram się zadowolić Gabriela.
- Nie wytrzymam już dłużej - Gabriel odkleja się ode mnie i ciągnie w stronę drzwi. - Poczekaj tu.
Biegnie na górę po swoją marynarkę i moją kurtkę. Chwila w samotności pozwala mi na skupienie się na Davidzie, który pieści na swoich kolanach zapitą. Przygryzam lekko wargę i wbijam w niego spojrzenie. Wytwarza się między nami jakaś magiczna więź i wiem, że to z nim chciałabym spędzić tę noc zamiast Gabriela.
Czuję rękę mojego faceta na plecach i śmiało wychodzę z klubu rzucając Davidowi ostatnie spojrzenie.
Reszta wieczoru mija mi naprawdę szybko. Gabriel wiezie mnie do swojego pokoju hotelowego gdzie po kilku drinkach przechodzi do rzeczy.
Zdejmuje ze mnie sukienkę i wpija się w moje usta. Próbuję zanim nadążyć, ale to okazuje się być bardzo trudne w moim stanie. Nasze pocałunki są niezgrabne. Rozpinam mu koszule i przesuwam ręką po wyrzeźbionym torsie. Czuję, że może poczuć nutkę zawodu kiedy spojrzy na mnie rano. Teraz mogę wydawać mu się w miarę ładna, ale otrzeźwienie i światło poranka wszystko zmyją. Odsuwam od siebie tę myśl i rozpinam mu rozporek. Zrywa ze mnie stanik i rzuca na łóżko. Patrzę na niego jak zsuwa swoje spodnie i bokserki. Wchodzi na mnie nadal ubrany w koszulę, która drażni moją skórę przy każdym jego ruchu.
- Śliczna jesteś - liże moją szyję i zsuwa ze mnie majtki.
- Też mi się podobasz.
Rozsuwa moje nogi i wkłada we mnie palce. Otwieram usta i zaczynam szybciej oddychać. Patrzy na mnie zachwycony. Wiem, że urzekł go ten gest, bo działał na każdego z kim szłam do łóżka. Po kilku chwilach stwierdza, że jestem już w pełni gotowa na przyjęcie jego męskości i zakłada na nią prezerwatywę. Wchodzi we mnie gwałtownie. Nikt jeszcze nigdy tak mocno mnie nie rżnął. Zaciskam palce jego karku i przejeżdżam paznokciami po plecach co tylko dodaje mu odwagi i mocy. Jęczę pod nim i dosłownie kilka sekund zajmuje mi osiągnięcie orgazmu. Gabriel dochodzi chwilę po mnie. Po skończonej robocie kładzie się obok mnie.
- Oh.. - wstaję z łóżka. - Pójdę się umyć.
- Nie - przytrzymuje mnie. - Śpij ze mną właśnie tak.
Przytula mnie do siebie co wywołuje uśmiech na mojej twarzy.
- Jak mnie zobaczysz rano to uciekniesz, lepiej pójdę.
Głaszcze mnie po policzku.
- Ta twarz nie może źle wyglądać.
- Skoro wolisz ryzykować.
- Bardzo lubię ryzyko - obejmuje mnie mocno.
Wtulam się w niego i po chwili zapadam w głęboki sen. Troski dzisiejszego poranka przegnane choć na jeden dzień.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz