poniedziałek, 2 czerwca 2014

V

Następnego dnia postanowiłam działać. Nie mogłam dłużej żyć na koszt Weroniki. Chciałam dokładać się do czynszu i przy okazji poszukać czegoś własnego. Koszty życia w tym mieście były znacznie wyższe niż w mojej rodzinnej mieścince. Zostało mi już niewiele z moich oszczędności i coraz boleśniej odczuwałam konieczność znalezienia pracy. Przygotowałam Weronice śniadanie i zajęłam się czytaniem gazety. Nie znalazłam nic ciekawego, więc odpaliłam laptop mojej przyjaciółki. Opiekunka nie wchodziła w grę. Na ulotkach nic bym nie zarobiła. Potrzebowałam stałej pracy, z której byłyby dość wysokie dochody. Moje wykształcenie nie dawało mi zbyt wielkich możliwości.
- Czego szukasz księżniczko? - Weronika rozczochrała mi włosy.
- Niczego - zamknęłam okienko i zaczęłam przeglądać portal społecznościowy.
- Znowu myślisz o tych pieniądzach? - zaczęła mieszać sobie płatki z jogurtem.
Nie chciałam się silić na kłamstwa.
- Próbowałam znaleźć jakąś pracę.
- Gracjan chciał ci pomóc.
- Nie, nie, nie. Nie chcę nikogo prosić o coś takiego.
- W jego firmie na pewno znalazłoby się jakieś miejsce dla ciebie.
Spojrzałam na nią z politowaniem.
- Nie powinnaś tak do tego podchodzić.
- A jak powinnam? Jak udało ci się zdobyć tą pracę? Mój przyjaciel jest właścicielem tej firmy.
- Dzwonię do niego.
Przewróciłam oczami.
Oczywiste było, że Gracjan nigdy nie zostawiłby mnie na lodzie. Kazał mi przyjść następnego dnia do jego biura i kupić sobie mnóstwo oficjalnych ciuchów. Powiedział, że pokryje wszystkie koszty i że mam to potraktować jako prezent urodzinowy.
Moi przyjaciele byli bogaci, ja niestety nie. Czułam się jak pasożyt. Nie chciałam, żeby się ciągle mną zajmowali. Mieli swoje życie i problemy, a ja powinnam była się stać samodzielna i niezależna.
Mój telefon zaczął dzwonić kolejny raz tego dnia. Rodzice byli z pewnością oburzeni porannym wtargnięciem Łapy do ich mieszkania. Umówiliśmy się, że wpadnie do mnie wieczorem. Musiałam z nim omówić kilka kwestii. On jedyny wiedział co tak naprawdę wydarzyło się w moim życiu. Chciałam się go poradzić. Nie wiedziałam co zrobić ze studiami. Nie dam rady pogodzić i nauki i pracy. Same weekendy nie wystarczą, a w ciągu tygodnia nie było mowy o pracę na cały etat ani nawet pół. Nie miałam też pewności, że dostanę stypendium. Zresztą pewnie i tak nie wystarczyłoby na wszystkie wydatki. Rodzice mi już nie pomogą. Chyba bym się zrzygała, gdybym miała przyjmować od nich jakiekolwiek pieniądze.
Z Weroniką kupiłyśmy parę ciuchów, żebym wyglądała odpowiednio. Byłam pewna, że w nowej pracy spotkam nieprzyzwoicie bogatych i napuszonych ludzi. Nie chciałam tego, czułam się niezręcznie na samą myśl, ale nie miałam pieniędzy, a w tamtej chwili były mi potrzebne. Mogłam pomyśleć zanim wyjechałam na te wakacje..
Łapa pojawił się późnym wieczorem. Pomogłam mu wnieść na górę wszystkie moje rzeczy. Prawie się do mnie nie odzywał. Miał czymś zaprzątnięte myśli. Pomyślałam, że z pewnością przyjazd do mnie, w innym terminie niż planował, sprawił mu mnóstwo problemów. Był w końcu zapracowany, miał swoje obowiązki, a ja mu tylko przeszkadzałam. Stanęłam obok auta, gdy mieliśmy wyciągać ostatnie pudło.
Chrząknęłam. Spojrzał na mnie zaskoczony. Zaczęłam stukać palcami po dachu auta.
- O co chodzi?
- Wiem, że masz dużo nieprzyjemności przeze mnie.. przepraszam.
- O czym mówisz mała?
- Jesteś taki zamyślony.. to przez jakieś problemy?
Odważyłam się mu spojrzeć w oczy, ale natychmiast je spuściłam. Ciągle czegoś od kogoś wymagałam. Wszyscy mi pomagali i czułam się ogromną dłużniczką.
- To nie przez ciebie mała - przytulił mnie mocno.
- Mam nadzieję, że nie musiałeś nadkładać tyle drogi na próżno.
- Daj spokój. Nawet gdyby to dla ciebie było warto - poklepał mnie po ramieniu. - Poza tym miałem odwiedzić jednego z naszych starych kupujących. Może będę miał nawet z tego jakieś korzyści - wyszczerzył się do mnie. - Musimy porozmawiać.
Ucieszyłam się, że sam to zaproponował. Nie chciałabym kolejny raz go o coś prosić. Mogłoby być niezręcznie.
Wnieśliśmy ostatnie pudło i poczułam narastający niepokój. Naprawdę kończyłam swoje, bądź co bądź, jednak stabilne życie i wypływałam w nieznane. Łapa ciągle wodził oczami za Weroniką, która postanowiła wybrać się na podbój Warszawy. Jak sama powiedziała abstynencja jej nie służy. Nie wiedziałam skąd brała tyle energii, ale dobrze, że zdecydowała się opuścić mieszkanie właśnie tamtego wieczoru. Krępowałabym się, że mogłaby coś podsłuchać. Jeżeli miała usłyszeć prawdę to tylko z moich ust i tylko wprost.
- Miłego wieczoru kochanie - pocałowała mnie w policzek.
Wychodząc pomachała jeszcze w kierunku Łapy, który mało nie odleciał. Wiedziałam, że podobała mu się Weronika, ale żeby aż tak?
- Ma kogoś?
Nalałam nam soku pomarańczowego i usiadłam koło przyjaciela.
- Weronika? No coś ty.
Panująca cisza zaczynała robić się nieco niezręczna. Przecież Łapa miał własne życie. Dlaczego chciałam katować go ciemnymi stronami mojego? Mogłam sama sobie poradzić ze swoimi problemami.Miałam stać się odpowiedzialna i niedorzecznością było ciągle wspierać się na czyichś ramionach.
- Co postanowiłaś?
- Mam plan na najbliższy czas - uśmiechnęłam się.
- Mała, nie umiesz kłamać.
To chyba kolejna rzecz, której powinnam była się nauczyć zanim wejdę w świat dorosłych.
- Gracjan załatwił mi pracę w swojej firmie, jutro zaczynam. Nie wiem jeszcze co zrobię ze studiami. Wszystkie oszczędności przepieprzyłam na wakacjach. Weronika powiedziała, że mogę u niej mieszkać ile chcę, ale tak naprawdę powinnam znaleźć coś własnego.
- Czemu przeszkadza Ci mieszkanie tutaj? Chyba lepiej z Weroniką niż w pojedynkę?
- Pewnie tak.. ale czuję się niekomfortowo. Nie mogę ciągle na kimś polegać. Muszę zacząć żyć na własną rękę.
- Póki możesz korzystaj z pomocy innych. Prawda jest taka, że najgorzej byłoby gdybyś została z tym wszystkim sama.
Ale ja przecież zostałam z tym sama. Nikt nie był w stanie mi pomóc uporać się z demonami przeszłości. Zostawiłam sprawę w martwym punkcie. Uciekłam. Tchórz, głupi tchórz.
- Myślę, że powinnaś podarować sobie studia - spojrzał na mnie ukradkiem. - Przynajmniej na ten rok.
- Wiem. Chyba już się z tym pogodziłam. Muszę wrócić też do domu. Moim rodzicom należą się jakieś wyjaśnienia. Z nią też trzeba będzie porozmawiać - przełknęłam głośno ślinę.
Nawet moi prawni opiekuni nie przerażali mnie tak bardzo jak ona. A raczej spotkanie z nią. Musiałam jednak wszystko wyjaśnić. To co się stało jest już przeszłością i nic tego nie zmieni, ale nie mogłam ciągle uciekać przed jej złością. Obie straciłyśmy wiele, ale nie wszystko i właśnie tego się bałam. Jeszcze coś zostało, jeszcze mogła mnie zranić.
Łapa chyba to zrozumiał, bo tylko skinął głową. Czupryna opadła mu na czoło i zaczął ją nerwowo poprawiać. Jemu też się nie poszczęściło. Gdyby nie miał tyle silnej woli, nigdy nie odbiłby się od dna. Łapa dokładnie wiedział z czym wiązała się moja sytuacja i rozumiał ją jak nikt inny na świecie. Przez ostatnie miesiące był najbliższą mi osobą i próbował mnie wyciągnąć z bagna, w którym tak nagle utknęłam.
- Nie obwiniaj się za to co się stało. Nic złego nie zrobiłaś.
Spojrzałam na niego.
- Oczywiście, że zrobiłam.
Objął mnie ramieniem. Przytuliłam się z wdzięcznością. Mogłam sobie pozazdrościć przyjaciół. Wiedziałam, że mam w nich ogromne wsparcie i że moje życie wcale nie stanęło w miejscu z powodu tylu przeszkód, ale wręcz przeciwnie, obrałam nowy kierunek i mknęłam do przodu. Mimo całego tego nieszczęścia i trudności tak naprawdę zaczynałam odczuwać radość z życia.Moje życie nigdy jeszcze nie było tak kolorowe. Nigdy aż tak bardzo nie wsłuchiwałam się w siebie i nie czułam takiej wolności.
- Dzięki, że jesteś.
Pogłaskał mnie po plecach. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę.
- Muszę już iść.
Spojrzałam na zegar. Było cholernie późno.
- Może spotkamy się jutro wieczorem? - założył na siebie bluzę.
- Pewnie.
- Opowiesz mi jak minął pierwszy dzień w pracy, hm?
Skinęłam głową. Przytuliłam go na pożegnanie i zamknęłam za nim drzwi.
Zostałam sama. Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor. Zastanawiałam się czy nie zadzwonić do Gabriela. Ostatnio potraktowałam go niezbyt uprzejmie, a on jak na razie zachowywał się w porządku wobec mnie. Poświęcał swój czas mimo, że pewnie był bardzo zajęty.. no właśnie czym? Tak naprawdę nic o nim nie wiedziałam. Po raz pierwszy zdałam sobie sprawę, że mój jednorazowy partner seksualny, który prosił się o następne razy seksualne, mógł być niebezpiecznym człowiekiem. Nawet nie wiedziałam czym się zajmował ani skąd tak naprawdę pochodzi. Jego nazwisko nie wskazywało na polskie korzenie. Urodę miał raczej śródziemnomorską. Mógł przecież przebywać w moim ojczystym kraju tylko tymczasowo. Musiałam uważać, żeby nie paść ofiarą zasranego serca, które zwykle zawodziło w takich sytuacjach.
Usiadłam wygodnie i z idiotycznym uśmiechem na twarzy wybrałam numer Gabriela.
- Halo? - odebrał zdyszany po kilku sygnałach.
- Heeej. Am.. Z tej strony Aimée.
- Witam - jego ton był raczej oficjalny.
- Nie możesz rozmawiać?
Było trochę za późno na spotkania biznesowe, o ile takie na takie chodził. Może jakaś kolacja z ważnymi szychami? Ale dochodziła już jedenasta w nocy i było to raczej mało prawdopodobne.
- W zasadzie to nie bardzo.
Poczułam się zawiedziona.
- Nie będę przeszkadzać.
- Oddzwonię do ciebie jutro.
- Nie, nie trze..
- Złotko, jestem cała rozpalona, kończ tę rozmowę.
Przez ułamek sekundy siedziałam osłupiała z otwartymi ustami. Idiotka. Przecież to było pewne.
- Aimée naprawdę muszę już kończyć.
Jego głos był przytłumiony. Wyobraziłam sobie jak zasłania dłonią słuchawkę, żeby dziunia nie usłyszała z kim rozmawia.
- Jasne. Udanego wieczoru.
- Mam nadzieję...
Przerwałam połączenie. Przed moimi oczami stanęła wizja kopulującego Gabriela z jakąś kobietą i nie mogłam tego dłużej znieść. Żadna kobieta nie lubi dzielić się facetem. Ale to było do przewidzenia. Gabriel wypadł z gry. O ile kiedykolwiek w ogóle w niej był.
Mój telefon zaczął wibrować. Numer Gabriela.
Wyciszyłam telefon i oddałam się oglądaniu jakiegoś TV SHOW. W programie występowało dziesięciu mężczyzn, którzy należeli do "kujonów" i dziesięć kobiet, które nazwano "pięknościami". Piękności oczywiście oprócz ładnego ciała naznaczonego operacjami plastycznymi były pozbawione mózgu. Kujoni obrazowali typowy stereotyp: duże okulary ze szkłami powiększającymi oczy, przylizane włosy, sweterek w kratkę, aparat na zębach, niektórzy posiadali także zarost - oczywiście dużo większy niż przeciętni mężczyźni. Oprócz tego charakteryzował ich kompletny brak gustu. Poczułam w głębi nutę protestu, ale wykrzykiwanie, że nie każdy mądry człowiek musi być beztalenciem w dziedzinie mody i że nie każda ładna dziewczyna ma wodę zamiast\t mózgu nie miało większego sensu. Program został już dawno nagrany, a telewizor to na tyle głupie urządzenie, że nie umie przekazywać konstruktywnych komentarzy producentom takiego chłamu.
Kolejny odcinek musiałam obejrzeć już z Weroniką.
Spojrzałam na swój telefon. Oprócz dwóch nieodebranych połączeń od Gabriela, zauważyłam też jedno z nieznanego numeru. Najwyraźniej mój były kochanek próbował dostać się do mnie wszelkimi możliwymi sposobami. Postanowiłam oddzwonić i powiedzieć mu, żeby się nie kłopotał dłużej z dzwonieniem. Nie byliśmy ze sobą związani, więc mógł robić co mu się podobało. Nie widziałam żadnego powodu, dla którego miałby mi się z czegokolwiek tłumaczyć.
Przypadkowo wybrałam nieznany numer, ale stwierdziłam, że i tak się do niego dodzwonię, więc nie przerwałam połączenia. Kiedy odebrał chciałam szybko wyjaśnić mu, że wszystko jest w porządku.
- Gabrielu nie musisz mi się z niczego tłumaczyć. Zachowujmy się jak dorośli.
- Znajdę cię suko, a wtedy pożałujesz.
Stanęłam jak wryta. Usłyszałam jeszcze tylko sygnał zakończenia rozmowy zanim mój telefon upadł na podłogę. Patrzyłam na niego przerażona. Rozpoznałam ten głos. To była ona, nie było wątpliwości. Nie pomyliłabym tego głosu z żadnym innym. Przez chwilę nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Ocknęłam się dopiero kiedy doszło mnie pukanie do drzwi.
Poziom mojej paniki gwałtownie wzrósł.
- Aimée, otwórz proszę. Zapomniałam kluczy.
Spojrzałam przez judasza. Serce nadal waliło mi jak oszalałe, ale poczułam ulgę widząc Weronikę. Otworzyłam drzwi i wpuściłam ją do środka. Była bardzo pijana, w zasadzie nigdy nie widziałam jej w takim stanie.
- Jakim cudem zdążyłaś w tak krótkim czasie się tak upić? - odganiałam od siebie myśli o ostatnim telefonie.
- Sama nie wiem..- zasłoniła sobie usta powstrzymując odruch wymiotny.
Zaprowadziłam ją szybko do łazienki. Związałam włosy w kucyk i przytrzymałam nad toaletą. Musiałam pomóc jej się umyć i przebrać. Sama pewnie zasnęłaby w łazience, niedaleko kibla, nie będąc w stanie się ruszyć. Ściągnęłam z niej przepocone ubrania i wrzuciłam do kosza na pranie. Wsadzenie jej do wanny graniczyło z cudem, ale w końcu się udało. Kąpiel nieco ją otrzeźwiła.
- Tak cię przepraszam.
Spojrzałam na nią i ze zdziwieniem odkryłam w jej oczach łzy.
- Daj spokój. Nic się nie stało.
Przebrałam ją w czystą piżamę i ułożyłam w łóżku.
Musiałam sprawdzić czy drzwi na pewno są zamknięte. Poczułam się nagle zagrożona. Wiedziałam, że będzie źle, ale to zaczynało przypominać jakieś poważniejsze załamanie nerwowe. Nie przypuszczałabym nigdy, że tamto wydarzenie może tak nią wstrząsnąć.
Upewniwszy się, że wszystko jest w porządku i obie z Weroniką jesteśmy bezpiecznie, położyłam się koło niej i objęłam ją w pasie. Nie wiedziałam czy uda mi się zasnąć. W uszach dźwięczały mi tylko groźby, które usłyszałam w słuchawce telefonu.
Znajdę cię suko, a wtedy pożałujesz.

_________________________________________________
Dziękuję Ola za natchnienie do pisania. Dzisiejsze popołudnie okazało się nie tylko owocne, jeżeli chodzi o odpoczynek psychiczny, ale także wniesienie czegoś do mojej małej twórczości. TV SHOW tylko z Tobą, nie mogę się doczekać następnego odcinka! Oglądamy już niedługo! Ten rozdział dedykuję właśnie Tobie, bo dzięki Tobie, prace nad nim ruszyły.

4 komentarze :

  1. Ciekawie, ale krótko! Kiedy następny? I co to za telefon? Co prawda domyślam się skąd tajemnicza "ona" miała numer naszej kochanej Aimee, ale na razie wolę pozostawić to dla siebie. Co dalej? Ach, tak Gabriel. Yyy… Pozostawię to bez komentarza, okej?
    A na koniec, pisz, kobieto pisz!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następny rozdział już (a może dopiero) w przyszłym tygodniu! Za naszą małą stanowczo gonią demony przeszłości i domagają się zauważenia i ona już nie może tego zignorować - czas stać się kobietą.
      Bardzo ciekawi mnie Twoja koncepcja - skąd miała jej numer?
      Gabriel.. cóż, nie nudzi się :D

      Usuń
    2. Dobrze, że tak szybko piszesz rozdziały (przeciwieństwie do mnie!). Mam nadzieję, że wkrótce rozwiąże się sprawa demonów przeszłość naszej Aimee. Cóż, jeśli chcesz poznać moje teorie, musisz się ze mną spotkać. W kinach leci GNW... Jakieś pomysły?
      Gabriel ma u mnie oficjalnie przesrane.

      Usuń
    3. Wyszło, że nie piszę często. Nawaliłam totalnie, mam oficjalnie przesrane :P

      Usuń