Stałam na stacji metra od kilku minut. Zaczynałam się już obawiać, że pociąg nigdy nie przyjedzie. Spojrzałam na swojego buta i brązowe plamki z mleka czekoladowego, którym rano ubrudziła mnie Weronika.
Drugi dzień z rzędu jechałam spóźniona do pracy.
Z zamyślenia wyrwał mnie szum dobiegający z tunelu. Razem z tłumem ludzi wsiadłam do pociągu i przemierzyłam wzrokiem jego wnętrze. Oczywiście nie znalazłam żadnego wolnego miejsca. Starałam się nie myśleć o przytłaczających mnie pasażerach ani o wbijającej się w moje ciało rurce, żeby się nie denerwować. Moje myśli przeszły na inny tor na widok szczupłej brunetki stojącej kilka metrów ode mnie. Poczułam jak serce zaczyna mi mocniej bić. Patrzyła w moją stronę ze skupieniem. Jej oczy były prawie czarne. Wydawało mi się, że widzi tylko mnie, że chce do mnie podejść, że chce mnie dotknąć.. a raczej udusić. Zrobiła krok w moją stronę i już miałam zacząć uciekać na tył pociągu, gdy moje ramię zostało staranowane przez jakiegoś faceta wbiegającego w ostatniej chwili przez zamykające się drzwi. Przez chwilę zapomniałam o kobiecie i z pretensją otaksowałam mężczyznę odpowiedzialnego za wypadek. Na moje nieszczęście spojrzałam wprost w oczy Davida Mavela.
- Przepraszam panią bardzo, ja.. - na chwilę zamilkł.
Zaskoczenie jakie malowało się na jego twarzy przyprawiło mnie o atak śmiechu. Zaczęłam chichotać zasłaniając sobie usta ręką. David poprawił sobie koszulę i marynarkę i chwytając rurkę tuż nad moją dłonią uśmiechnął się szelmowsko.
- Miło mi, że udało mi się panią rozbawić.
Spojrzałam za jego plecy i w tym samym momencie zauważyłam przeraźliwie czarne źrenice. Zamknęłam oczy i kiedy znowu je otworzyłam, kobieta zniknęła. David obejrzał się za siebie i z konsternacją wrócił spojrzeniem w moją stronę. Uśmiechnęłam się blado i zaczęłam nerwowo zaciskać palce na rurce.
Mavel dotknął palcem moją dłoń. Ten gest wprawił mnie w całkowite zaskoczenie. Podniosłam głowę i natknęłam się na palący wzrok mojego szefa.
- Wszystko w porządku?
David stał z zatroskaną miną kilkanaście centymetrów ode mnie i klepał mnie delikatnie po ręce, żeby nawiązać ze mną kontakt. Zeszłam na ziemię.
- Tak, tak.. wydawało mi się, że zobaczyłam kogoś znajomego.
Poczułam się skrępowana. Miałam nadzieję, że nie wyglądałam tak idiotycznie jak się czułam. Sprawdziłam stację i stwierdziłam, że zostały nam na całe szczęście tylko dwa przystanki do celu.
- Nie wygodniej jeździć samochodem? - palnęłam w końcu czując się przytłoczona panującą ciszą.
Mój szef podniósł jedną brew.
- Wygodniej.
- To czemu wybór padł na metro?
- Nie dałbym rady przebić się o tej godzinie przez miasto i zdążyć do pracy. Poza tym nie mógłbym cieszyć się tak miłym towarzystwem jak twoje.
Zarumieniłam się mimowolnie. Zbliżaliśmy się do odpowiedniej stacji, więc odwróciłam się na pięcie i stanęłam przy drzwiach. I to był błąd. Oprócz tego, że musiałam znieść swąd starego dziadka, który ustawił się obok mnie, poczułam za sobą twarde ciało Davida Mavela. Chwycił rurkę tuż nad moją ręką i dotknął spodem dłoni mój palec wskazujący.
- Dlaczego uciekasz? - szepnął mi do ucha przez zaciśnięte zęby.
Wstrzymywałam oddech dopóki nie wydostałam się z pociągu. Szybkim krokiem ruszyłam do wyjścia, a David Mavel podążał zaraz za mną. Spódniczka zaczęła się bezwiednie podnosić ponad moje uda, więc musiałam ciągle ją zsuwać. Zdecydowałam się wejść na ruchome schody, bo nie wyobrażałam sobie sytuacji, żebym wchodziła po schodach w tej spódniczce, a mój szef podziwiałby moje nogi i nie wiadomo co jeszcze.
Kiedy znaleźliśmy się na ulicy, David przejął prowadzenie. Szedł kilka centymetrów przede mną i pokazał mi krótszą drogę niż ta, którą miałam dotrzeć do wieżowca. Nie oczekiwał odpowiedzi na zadane wcześniej pytanie, ale jego mina wydawała się tak groźna, że nie odważyłam się odezwać.
Nagle stanął przede mną, a ja nie dałam rady wyhamować i uderzyłam w niego z impetem. Chwycił mnie za ramiona i spojrzał mi w oczy.
- Przepraszam, jeżeli cię uraziłem. Nie chciałem nic złego. Próbuję wejść z tobą w przyjacielskie relacje.
- Wszystko w porządku - wyjąkałam.
Woń jego perfum zbiła mnie z nóg, więc uwiesiłam się na jego ramionach.
- A ty co? Próbujesz sobie awans załatwić?
Razem z Davidem odwróciliśmy się i natknęliśmy się na karcące spojrzenie Adelajdy Bonar. Odsunęłam się jak oparzona od mojego szefa. Wyprostowałam się i spróbowałam wykrzesać w sobie odrobinę dumy i godności.
- Adelajdo, masz z czymś problem? - usta Davida znowu zamieniły się w prostą kreskę, a głos przyjął chłodną barwę.
- Ależ skąd. Nie chciałabym tylko, żeby taka dziewczyna wygryzła mnie z posady tylko dlatego, że się prześpi z moim kuzynem. Poza tym sam dobrze wiesz, że gdybym..
- Już wystarczy - David chwycił ją za ramię i pociągnął w stronę wieżowca.
Powlokłam się za nimi i widziałam tylko jak szepczą coś, a Adelajda na przemian próbuje coś wykrzykiwać albo otwiera buzię z oburzenia i zdziwienia. Czułam się jak piąte koło u wozu. Postanowiłam chwilę poczekać w budynku i pojechać sama windą. Nie chciałam się znaleźć w tak ciasnym pomieszczeniu z Adelajdą i moim szefem. W duchu wykluczyłam już "przyjazne relacje" jakie mogłyby łączyć mnie i Davida. Byłam jego podwładną i tak musiało zostać. Niezależnie od tego czy cokolwiek nas do siebie ciągnęło czy nie. Kiedy mnie trzymał, byłam całkowicie stracona, ale musiałam o tym zapomnieć. Ta praca była moim jedynym źródłem utrzymania i nie mogłam sobie pozwolić na jej stratę.
Mój plan jednak nie wypalił. David co prawda wszedł do windy z Adelajdą i drzwi zaczęły już się za nimi zamykać, ale nagle pojawiła się w nich dłoń, która otworzyła je z powrotem, a zaraz po niej z windy wyjrzała ruda głowa. Mój szef poganiał mnie ręką. Szybko weszłam więc do środka.
- Przepraszam za tę scenę - Adelajda uśmiechnęła się z przekąsem.
- W porządku - wpatrywałam się w swoje dłonie.
Zapadła cisza. W końcu drzwi otworzyły się i z ulgą opuściłam windę. Skierowałam się prosto do swojego biurka. Powiesiłam marynarkę na wieszaku i zaparzyłam szefowi kawę. Adelajda na całe szczęście zajęła się swoimi sprawami.
Weszłam z małym espresso do gabinetu Mavela. Po raz pierwszy znalazłam się w jego małym świecie. Wiedziałam, że praca jest sensem jego życia. Bardzo angażował się w każdą sprawę jaką prowadził o czym świadczyły informacje zawarte na Wikipedii. Sam Gracjan przyznał, że przeszłość Davida stawia go na wysokiej pozycji.
- Proszę - położyłam kawę na biurku. - Czy życzy pan sobie czegoś jeszcze?
Spojrzał na mnie znad papierów.
- Pan?
Położył rękę na fotelu i przyjrzał mi się uważnie.
- Nie ma sensu się tak spoufalać. Nie chcę, żeby krążyły o mnie jakieś plotki. Poza tym widzę coś niestosownego w bliskich relacjach z własnym szefem - powiedziałam jednym tchem.
Ani razu nie spojrzałam mu w oczy. Chciałam się z nim spoufalić, poznać go jak najbliżej i dogłębniej. Chciałam cieszyć się jego uwagą, wdychać woń jego perfum i tonąć w jego oczach. Ale potrzebowałam tej pracy i musiałam się wziąć w garść. W Warszawie jest tylu mężczyzn, że spokojnie można sobie kogoś znaleźć. Odpuszczenie sobie Davida Mavela nie jest takim wyrzeczeniem.
Oj, jest.
- Rozumiem - upił espresso. - Bardzo dobra kawa, panno Wilamowska. Jeżeli będę czegoś potrzebował, dam znać.
Wyszłam z jego gabinetu z niewyraźną miną. Przeżycie tego dnia możliwe było tylko, jeżeli całkiem oddałabym się pracy.
Dotrwałam do przerwy na lunch i postanowiłam zjeść w meksykańskiej knajpce, na przeciwko wieżowca, w którym pracowałam. W mojej torebce rozdzwonił się telefon. Z wahaniem odebrałam go w końcu.
- Hej Aimée - głos Gabriela był niepewny.
- Cześć. Po co dzwonisz?
- Zastanawiałem się czy twój bokser już się zmył i czy mógłbym się z tobą spotkać.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Zmył się. Kiedy chcesz się spotkać?
- Teraz? Dojeżdżam właśnie do twojego mieszkania.
- Z tymże mnie w nim nie ma. Mam przerwę na lunch w pracy.
- To w takim razie tam przyjadę.
Podałam mu adres i wyjaśniłam gdzie zamierzam zjeść. Zamówiłam nam enchilady z warzywami i usiadłam przy stoliku dla dwóch osób. Nie musiałam długo czekać na Gabriela, przyjechał akurat kiedy kelner podawał nasze dania.
- Cześć mała - pocałował mnie w policzek na powitanie.
Mruknęłam w odpowiedzi.
- Nareszcie mogę cię zobaczyć - uśmiechnął się szeroko.
- Nie rozumiem czemu tak nalegałeś - spojrzałam na śliwę koło jego oka tuż nad nosem.
Najwyraźniej Łapa nie chciał złamać mu nosa. Biedny Gabriel.
- Bo jesteś dla mnie ważna - wyciągnął do mnie dłoń.
- Mhm - cieszyłam się dalej posiłkiem.
- Wiem, nie najlepiej wyszło wtedy.. trochę się upiłem i..
- Nie mów nic więcej. Byłam na jedną noc i jestem tego świadoma. Nie rozumiem tylko czemu tak drążysz temat.
Nie odpowiedział. Zajął się grzebaniem w swojej enchiladzie.
- Muszę już się zbierać - położyłam pieniądze na stole i wstałam.
- Daj spokój, zapłacę za nas.
- Nie, nie chcę być zobowiązana. To nie randka.
Skinął głową i odpuścił.
- Mogę cię chociaż odprowadzić?
Teraz ja kiwnęłam głową. Podał mi swoje ramię i wyszliśmy na ruchliwą ulicę. Przeszliśmy na drugą stronę i stanęliśmy pod drzwiami wieżowca. Gabriel niespodziewanie objął mnie w pasie. Położyłam dłonie na jego twardej klatce, żeby zachować dystans.
- Spotkajmy się wieczorem.
- Gabriel.. proszę.. - zaczęłam się wyrywać.
- Przyjadę po ciebie po pracy.
- Ale to nie jest wieczór - spojrzałam mu w oczy.
- Widzimy się później. Pa mała - pocałował mnie w czoło i popchnął do drzwi.
Weszłam uśmiechnięta i w dużo lepszym nastroju do biurowca. Obejrzałam się jeszcze i pomachałam Gabrielowi. Przechodząc przez hall natknęłam się na niezadowolone spojrzenie Davida. Nie rozumiałam skąd na jego twarzy wziął się taki grymas. Weszliśmy do windy razem z trzema kobietami, które stanęły między mną, a moim szefem. Spoglądałam na niego i zastanawiałam się czemu stał się tak strasznie obcy. Był profesjonalistą, więc z pewnością nie mogło chodzić o moją poranną prośbę. Z pewnością na rękę było mu pozostać w służbowych kontaktach, a nie wysilać się na jakieś przyjazne gesty.
Przypomniałam sobie wieczór w klubie, do którego zabrał mnie Gabriel i przez moment przez moją głowę przebiegła myśl, że może David oczekuje ode mnie czegoś więcej niż pracy na wysokim poziomie w kancelarii. Odrzuciłam jednak ten pomysł. Nie byłam nieziemską nimfą i mój widok z pewnością nie przyprawiał mężczyzn o szybsze bicie serca.
Nasze współpasażerki wysiadły na szóstym piętrze pozostawiając między nami lukę, która wypełniła się na ósmym poziomie. David nie spojrzał na mnie ani razu, nawet nie zagaił rozmowy. Sama o to prosiłam, więc o co miałam do niego pretensje?
W końcu odwrócił się w moją stronę i utkwił we mnie pełne furii spojrzenie, na widok którego przeszły mnie ciarki. Musiałam zacisnąć uda z przejęcia. Musiałam się opanować.
David nie odpuszczał. Nie odwrócił ode mnie wzroku nawet w momencie, gdy subtelny kobiecy głos poinformował nas, że winda dotarła na dwudzieste piętro, na którym znajduje się kancelaria prawna Mavel&Szatko. Jego nazwisko odbiło się echem w mojej głowie.
Wyszłam w jak najbardziej naturalny sposób z windy. David wyprzedził mnie i schował się w swoim gabinecie. Adelajda spojrzała na mnie z rozbawieniem.
- Chyba ktoś tu będzie miał kłopoty - ułożyła usta w literę O i wskazała na mnie długopisem.
Zmarszczyłam czoło i opadłam na fotel.
- Co ty mu zrobiłaś? - moja koleżanka dalej nie odpuszczała.
- Sama nie wiem - odpowiedziałam cokolwiek, żeby dała spokój.
- Lepiej nie wchodź mu już dzisiaj w drogę.
Odebrałam pocztę i uśmiechnęłam się na widok wiadomości od Weroniki.
- Wariatka się jeszcze cieszy - Adelajda wyszła z gabinetu kiwając w zamyśleniu głową.
Otworzyłam mejla.
Hej mała!
Wiem, że jesteś zajęta robieniem kariery, ale mam ci coś cudownego do przekazania! Jak znajdziesz chwilę napisz do mnie. W piątek wieczorem jesteś cała moja i porywam cię do CORONY!
A teraz idę się relaksować, a ty stawaj się sławną osobą beze mnie!
Buziaki.
Zamknęłam wiadomość i z przerażeniem stwierdziłam, że mój szef został zawalony pocztą. Zaczęłam segregować paczki i listy. Okazało się, że przywiózł do Polski nie tylko swoją boską osobę, ale także sławę. Nie spodziewałam się, że może stać się tak rozchwytywaną osobą już na początku swojej pracy. W końcu ledwo pojawił się w Warszawie.
Czekałam na powrót Adelajdy, żeby poprosić ją o zaniesienie Davidowi jego poczty. Nie przychodziła jednak już bardzo długo. Może Gracjan zgarnął ją gdzieś w ramach jej stażu. Po pięciu minutach wahania, zdecydowałam w końcu, że sama podołam temu zadaniu. Stanęłam przed drzwiami i przypomniałam sobie słowa Adelajdy. Przemogłam się w końcu i zapukałam. Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, ale mimo to nacisnęłam klamkę.
David pisał coś w swoich papierach.
- Przyniosłam pana pocztę - położyłam na skraju biurka listy.
Mavel spojrzał na mnie z nieprzejętą twarzą.
- Czy pozwoliłem pani wejść?
Przez chwilę stałam nie wiedząc co odpowiedzieć.
- Jeżeli pytam to oczekuję odpowiedzi. Czy pozwoliłem ci wejść? - podniósł głos.
- Nie - czułam jak serce staje mi w gardle. - Myślałam, że przez te drzwi nie słychać, więc..
- Następnym razem nie myśl - złożył akta i zamknął je. - Możesz już iść.
Odwróciłam się i zamknęłam za sobą cicho drzwi. Nie wiedziałam co się stało, ale obiecałam sobie, że już nie dam się tak traktować. Nawet Davidowi Mavelowi. A może zwłaszcza jemu.
Czułam, że zaczyna boleć mnie głowa. Wzięłam tabletkę i zajęłam się pracą.
Chwilę przed piętnastą zadzwonił mój telefon.
- I jak mała? Schodzisz?
- Za chwilę będę na dole.
- Czekam.
Zaczęłam wyłączać laptopa i układać swoje rzeczy na biurku. Kiedy w końcu zapanował przede mną ład założyłam na siebie marynarkę i zdjęłam z krzesła torebkę. Stojąc przed windami poprawiałam jeszcze spódniczkę. Drzwi się otworzyły i już stałam jedną nogą w środku kiedy usłyszałam swoje imię za plecami.
Odwróciłam się zaskoczona.
Na końcu korytarza stał David. Ręce miał oparte na biodrach i wydawał się zdziwiony moim wyjściem. Nie rozumiałam o co może mu chodzić i zanim się zorientowałam zostałam zakleszczona przez drzwi windy. Wkurzona podeszłam do szefa.
- Trochę się spieszę - założyłam sobie ręce na piersiach. - O co chodzi?
- Potrzebuję cię dzisiaj.
- Słucham?! - opuściłam ręce zrezygnowana.
- Wyszło parę spraw. Musisz dzisiaj zostać. Gracjan powiedział, że jeżeli jest dzisiaj taka potrzeba to mogę na ciebie liczyć.
- Dlaczego nikt nie spytał mnie najpierw o zdanie?
Stanął bliżej mnie.
- Dlatego, że jesteś moją podwładną i to ja podejmuję decyzję.
Westchnęłam.
- To naprawdę konieczne?
Nie odpowiedział tylko wszedł do swojego gabinetu zostawiając za sobą otwarte drzwi.
Wybrałam numer Gabriela i poinformowałam o zaistniałej sytuacji.
- Zadzwoń do mnie jak skończycie.
- Dzięki. Do zobaczenia.
Przewróciłam oczami i ruszyłam śladem mojego szefa.
Usiadłam na przeciwko Davida. Podał mi kilka papierów i akt.
- Słyszałem, że studiujesz prawo.
- Musiałam przerwać studia.
- Dlaczego? - odchylił się w fotelu i przyglądał mi się uważnie.
- Zostawił mnie pan po pracy po to, żeby rozmawiać o moim życiu?
- Nie. Adelajda dzisiaj urwała się wcześniej z pracy, bo źle się czuła. Ty znasz podstawy. Pomożesz mi dzisiaj.
- Dobrze.
Musiałam przejrzeć akta i powiedzieć Davidowi co myślę o danej sprawie. Słuchał moich uwag i niektóre z nich zapisywał. Później zeszliśmy razem do archiwum po dodatkowe papiery.
- Podałabyś mi te dokumenty?
Przechodząc koło biurka potknęłam się i wyrzuciłam z ręki teczkę. Przerażona uklęknęłam, a David zrobił to samo. Zbieraliśmy i układaliśmy kartki. W pewnym momencie ręka Davida dotknęła mojej i na chwilę się zatrzymałam. Zmieszana spojrzałam na zegarek i stwierdziłam, że jest już bardzo późno.
- Jestem panu jeszcze potrzebna? - wyprostowałam się.
- W zasadzie to już kończymy. Poczekaj spakuję tylko parę rzeczy i wyjdziemy razem.
Wysłałam wiadomość do Gabriela.
Kiedy wyszliśmy z moim szefem z biurowca, Gabriel stał oparty o samochód. Na mój widok uśmiechnął się szeroko i podszedł do mnie. Pocałował mnie w policzek i spojrzał z poważną miną na Davida.
- Gabrielu to mój szef David Mavel, Davidzie to Gabriel Curtis.
Podali sobie ręce. Na twarzy Gabriela nadal majaczył cień uśmiechu, natomiast w oczach Davida widziałam lód.
Wchodząc do samochodu Curtisa obejrzałam się jeszcze za Mavelem.
- To będzie przyjemna noc mała. Obiecuję - Gabriel ucałował moją dłoń i ruszył gwałtownie.
Wiesz jaki ty masz problem? Nie rozumiesz, kiedy piszę ci: "MAAAAAŁOOOOO"! A to, co mam obecnie przed oczami nie jest zadowalające. Jak dobrze wiesz, dla mnie optymalna ilość to co najmniej 10 tys. słów. Tak więc do roboty i pracuj nad dłuższym rozdziałem!
OdpowiedzUsuńOhhh, ciebie się nie da zadowolic! Ten rodział ma osiem stron kobieto! Ale okey. Następny postaram się odwalic na 10 tysięcy słów :)
UsuńMiło mi, że nadal czytasz to. A jakieś uwagi co do treści?
Oczywiście, że czytam! Ty czytasz moje, więc ja czytam Twoje… Ale oczywiście to nie jest jedyny powód. Opowiadanie bardzo wciąga, a ja lubię czytać do końca. Szczególnie, kiedy materiał jest naprawdę dobry :)
UsuńUwagi odnośnie treści? Hm… Trochę mało się dzieje, a właściwie dużo, tylko jest wiele zaczętych i niewyjaśnionych wątków. Ciężko mi jest do czegokolwiek się odnieść w takiej sytuacji. Gabriel jest zagadkowy, z kolei David mylący. Wiesz w jakim stanie jestem obecnie, więc wolę już nie wypowiadać się na temat facetów. Moje zdanie o nich każdego dnia spada coraz niżej do poziomu zero...
Miło mi, że podoba ci się moja koncepcja. Obiecuję rozjaśnic niektóre kwestie w następnym rozdziale, którym już się zajmuję. Mam nadzieję, że ten spełni wymogi co do długości :)
UsuńNie przejmuj się. Tutaj faceci nie wykażą się niczym innym niż w rzeczywistości.
Ale pamiętaj: uszy do góry!